Nie mogłem pozwolić na to żeby tak cierpieli, musiałem powiedzieć Justinowi prawdę, nawet jeśli Jessica miała by mnie zabić...
** Oczami Jess **
Kiedy Justin odszedł, zrobiło mi się trochę smutno i nie do końca wiedziałam co zrobić. W pierwszym momencie miałam zamiar pobiec za nim, ale uświadomiłam sobie że nie wiem co mu powiedzieć i że to bez sensu.
Zrezygnowana stałam tam dalej, nie wiedząc kompletnie co począć. Miałam ochotę płakać z bezradności.
W pewnym momencie jedna łza spłynęła po moim policzku i w tym samym momencie zaczął padać deszcz, który z każdą sekundą zamieniał się w coraz to większą ulewę. Szybko zaczęłam biec z małą do domu.
Kiedy doszłyśmy do domu byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Od razu zaczęłam suszyć Crystal, ale kiedy moja mama nas zobaczyła, powiedziała ze zajmie się małą i mam się przebrać, więc tak też zrobiłam.
Kiedy byłam już sucha, włączyłam mojego laptopa i zaczęłam przeglądać, różne strony społecznościowe jak zazwyczaj. W pewnym momencie, zobaczyłam na FB ciekawy link, w który oczywiście kliknęłam. Już po chwili moim oczom ukazała się strona plotkarska, a na jej środku nagłówek
" Justin oświadczył się Selenie! Gratulacje! ".
Po przeczytaniu artykułu, miałam ochotę uciec i nie wracać. To był dla mnie duży cios. Wiedziałam juz od długiego czasu, ze juz nigdy nie będę z Justinem, że nie obdaży mnie juz nigdy tym swoim uśmiechem, spojrzeniem, pełnym miłości i radości, kierowanym tylko i wyłącznie do mnie, ale w ciąż miałam w sobie tą nadzieję, pomimo że wydawało mi się że jest tak mała, ze prawie jej nie odczuwałam, teraz dopiero zdałam sobie sprawę jak bardzo się myliłam. Dopiero teraz dowiedziałam się że to głównie ona dawała mi siłę. Ale jak wiadomo, Nadzieja matką głupich.
W pewnym momencie zrobiło mi się słabo i ogarnęła mnie senność, więc postanowiłam się położyć. Powoli zaczęłam zasypiać i jedyne o czym marzyłam, to to żeby juz nigdy się nie obudzić...
*****
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Miejsce, w którym się obudziłam było mi dobrze znane, ale nie był to mój pokój, lecz szpital. Obróciłam głowę i ujrzałam siedzącą obok mamę, która trzymała na kolanach Crystal.
-Mamo, co ja tu robię ? - zapytałam niepewnie.
- straciłaś wczoraj przytomność. Poleżysz tu jeszcze jakieś 2 dni, bo musisz zostać na obserwacjach czy coś. Lekarz powiedział że to z nerwów. Coś się stało?
- Nie, nic takiego mamo.- próbowałam pominąć ten temat.
W pewnym momencie, Crystal zaczęła mocno kaszleć. Dopiero teraz zauważyłam że ma katar i wypieki na policzkach.
- Mamo, ona jest przeziębiona. zaprowadź ją szybko do jakiegoś lekarza.- poprosiłam, a moja rodzicielka zrobiła to o co prosiłam.
Zostałam sama w sali i nie wiedziałam co mam robić, na szczęście zauważyłam leżącego na szafce, obok mojego biurka, laptopa. Pewnie przyniosła mi go mama.
Szybko włączyłam komputer, a następnie weszłam na Twittera.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to pełno wiadomości od fanów, treści " Jak się czujesz? " lub " Wracaj do zdrowia". Zaskoczyło mnie to w jak szybkim tępię dowiedzieli się o tym ze leżę w szpitalu.
Przejrzałam jeszcze parę stron, po czym wyłączyłam komputer.
w tym momencie na sale weszła moja mama.
- I jak z Crystal ?- zapytałam szybko, zanim moja rodzicielka zdążyła do mnie podejść.
- No więc, lekarze ją jeszcze dokładnie badają, ale prawdopodobnie ma zapalenie płuc.- powiedziała moja mama po czym spuściła głowę.
*** Oczami Justina***
Właśnie szedłem przez szpital, na badania kontrolne, kiedy nagle w jednej z sal zauważyłem Jess i od razu przystanąłem.
Jessica leżała w łóżku, a jej mama coś do niej mówiła, po czym wyraźnie było widać ze obie posmutniały i pani Snow spuściła głowę. Jeszcze w tym samym momencie Jess wstała i z łzami w oczach, zaczęła wybiegać z sali, jednak w pewnym momencie wpadła na mnie. Nic do mnie nie powiedziała, tylko ze smutkiem popatrzyła mi głęboko w oczy, a następnie mocno mnie przytuliła. Zaskoczyło mnie to, ale odwzajemniłem uścisk, nie wiedziałem co się stało, ale wiedziałem ze jest źle i że ona tego teraz potrzebuje. Tak bardzo chciałem zapytać się co jest nie tak, ale wiedziałem że nie powinienem jej drażnić.
Mijały minuty, a dziewczyna nie puszczała mnie z uścisku. Nie denerwowałem sie, dopiero teraz uświadomiłem sobie jak bardzo mi jej brakuje i że tak naprawdę nie kocham Seleny, i że panna ( chociaż że panna, to pewności nie mam xD) Gomez miała jedynie zapełnić tą pustkę, której tak naprawdę nie mogło zapełnić nic, poza tą jedną dziewczyną, poza Jessicą. Zaczęły mi sie przypominać, wszystkie razem spędzone chwile z Jess. Wszystkie nasze kłótnie i momenty, w których się godziliśmy, wspólne śniadania, wieczory,spacery itp. aż w końcu, doszedłem do momentu, w którym dziewczyna wykrzyczała mi prosto w twarz że jestem dla niej nikim i że tak naprawdę nigdy mnie nie kochała. Zrobiło mi sie smutno, kochałem Jessice z całego serca, ale to było zbyt bolesne zeby o tym tak po prostu zapomnieć. Dalej nie mogę zrozumieć, ze pomimo tego, że rzekomo mnie nie kochała, była gotowa oddać za mnie własne życie, ale także tego że pomimo wszystkiego co mi zrobiła, nadal ja kocham i zapewne nigdy nie przestanę.
Teraz jedynie miałem nadzieję, ze ta chwila będzie trwała wieki. Niestety, trwała krócej niż się spodziewałem.
Dziewczyna odsunęła sie ode mnie pośpiesznie, następnie wykrztusiła z siebie ciche, a zarazem przepełnione bólem " przepraszam" i pobiegła w stronę jednego z gabinetów.
*** Oczami Jess ***
Słowa mojej mamy sprawiły, ze mój dotychczas dobry nastrój przepadł na dobre. Moja córka prawdopodobnie miała zapalenie płuc, a przy jej słabych płucach i małym wieku, mogło to grozić śmiercią, a raczej śmierć była pewna.
W pewnym momencie z łzami w oczach wybiegłam z sali. Nie biegłam zbyt długo, ponieważ na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę ku górze i ujrzałam Jego. Stał przede mną i patrzył z niepewnością. Ja bez słowa popatrzyłam mu głęboko w oczy, a następnie mocno sie w niego wtuliłam. Justin to odwzajemnił. Nie wiem czemu to zrobiłam. Byłam teraz tak smutna i przerażona tym co może sie wydarzyć, a to czego teraz najbardziej potrzebowałam, to to żeby mnie ktoś przytulił. Potrzebowałam ciepła i czułości, którą mogła dać mi tylko ta jedna osoba. Tylko Justin potrafił zrozumieć mnie bez zbędnych słów, zawsze wiedział czego potrzebuję i dawał mi to. Całym sobą starał sie zawsze żeby było mi dobrze i żebym zawsze była szczęśliwa. Tak bardzo mi tego brakowało, tak bardzo brakowało mi tego chłopaka. Był niczym anioł, a ja ? Ja go zraniłam i odrzuciłam. Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć tego, jak bardzo go skrzywdziłam. Wiedziałam jak bardzo musi go to boleć, więc w końcu puściłam go z objęć i szybko wymruczałam coś co przypominało " przepraszam", a następnie pobiegłam, do gabinetu, w którym była Crystal....
_____________________________________________________
Napisałam !! ;D Wiem że dłuuuuugo nie dodawałam i przepraszam, ale na prawdę nie miałam czasu, a ten rozdział pisałam tydzień, więc mam nadzieję ze wam się podoba ;)
** Oczami Jess **
Kiedy Justin odszedł, zrobiło mi się trochę smutno i nie do końca wiedziałam co zrobić. W pierwszym momencie miałam zamiar pobiec za nim, ale uświadomiłam sobie że nie wiem co mu powiedzieć i że to bez sensu.
Zrezygnowana stałam tam dalej, nie wiedząc kompletnie co począć. Miałam ochotę płakać z bezradności.
W pewnym momencie jedna łza spłynęła po moim policzku i w tym samym momencie zaczął padać deszcz, który z każdą sekundą zamieniał się w coraz to większą ulewę. Szybko zaczęłam biec z małą do domu.
Kiedy doszłyśmy do domu byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Od razu zaczęłam suszyć Crystal, ale kiedy moja mama nas zobaczyła, powiedziała ze zajmie się małą i mam się przebrać, więc tak też zrobiłam.
Kiedy byłam już sucha, włączyłam mojego laptopa i zaczęłam przeglądać, różne strony społecznościowe jak zazwyczaj. W pewnym momencie, zobaczyłam na FB ciekawy link, w który oczywiście kliknęłam. Już po chwili moim oczom ukazała się strona plotkarska, a na jej środku nagłówek
" Justin oświadczył się Selenie! Gratulacje! ".
Po przeczytaniu artykułu, miałam ochotę uciec i nie wracać. To był dla mnie duży cios. Wiedziałam juz od długiego czasu, ze juz nigdy nie będę z Justinem, że nie obdaży mnie juz nigdy tym swoim uśmiechem, spojrzeniem, pełnym miłości i radości, kierowanym tylko i wyłącznie do mnie, ale w ciąż miałam w sobie tą nadzieję, pomimo że wydawało mi się że jest tak mała, ze prawie jej nie odczuwałam, teraz dopiero zdałam sobie sprawę jak bardzo się myliłam. Dopiero teraz dowiedziałam się że to głównie ona dawała mi siłę. Ale jak wiadomo, Nadzieja matką głupich.
W pewnym momencie zrobiło mi się słabo i ogarnęła mnie senność, więc postanowiłam się położyć. Powoli zaczęłam zasypiać i jedyne o czym marzyłam, to to żeby juz nigdy się nie obudzić...
*****
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Miejsce, w którym się obudziłam było mi dobrze znane, ale nie był to mój pokój, lecz szpital. Obróciłam głowę i ujrzałam siedzącą obok mamę, która trzymała na kolanach Crystal.
-Mamo, co ja tu robię ? - zapytałam niepewnie.
- straciłaś wczoraj przytomność. Poleżysz tu jeszcze jakieś 2 dni, bo musisz zostać na obserwacjach czy coś. Lekarz powiedział że to z nerwów. Coś się stało?
- Nie, nic takiego mamo.- próbowałam pominąć ten temat.
W pewnym momencie, Crystal zaczęła mocno kaszleć. Dopiero teraz zauważyłam że ma katar i wypieki na policzkach.
- Mamo, ona jest przeziębiona. zaprowadź ją szybko do jakiegoś lekarza.- poprosiłam, a moja rodzicielka zrobiła to o co prosiłam.
Zostałam sama w sali i nie wiedziałam co mam robić, na szczęście zauważyłam leżącego na szafce, obok mojego biurka, laptopa. Pewnie przyniosła mi go mama.
Szybko włączyłam komputer, a następnie weszłam na Twittera.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to pełno wiadomości od fanów, treści " Jak się czujesz? " lub " Wracaj do zdrowia". Zaskoczyło mnie to w jak szybkim tępię dowiedzieli się o tym ze leżę w szpitalu.
Przejrzałam jeszcze parę stron, po czym wyłączyłam komputer.
w tym momencie na sale weszła moja mama.
- I jak z Crystal ?- zapytałam szybko, zanim moja rodzicielka zdążyła do mnie podejść.
- No więc, lekarze ją jeszcze dokładnie badają, ale prawdopodobnie ma zapalenie płuc.- powiedziała moja mama po czym spuściła głowę.
*** Oczami Justina***
Właśnie szedłem przez szpital, na badania kontrolne, kiedy nagle w jednej z sal zauważyłem Jess i od razu przystanąłem.
Jessica leżała w łóżku, a jej mama coś do niej mówiła, po czym wyraźnie było widać ze obie posmutniały i pani Snow spuściła głowę. Jeszcze w tym samym momencie Jess wstała i z łzami w oczach, zaczęła wybiegać z sali, jednak w pewnym momencie wpadła na mnie. Nic do mnie nie powiedziała, tylko ze smutkiem popatrzyła mi głęboko w oczy, a następnie mocno mnie przytuliła. Zaskoczyło mnie to, ale odwzajemniłem uścisk, nie wiedziałem co się stało, ale wiedziałem ze jest źle i że ona tego teraz potrzebuje. Tak bardzo chciałem zapytać się co jest nie tak, ale wiedziałem że nie powinienem jej drażnić.
Mijały minuty, a dziewczyna nie puszczała mnie z uścisku. Nie denerwowałem sie, dopiero teraz uświadomiłem sobie jak bardzo mi jej brakuje i że tak naprawdę nie kocham Seleny, i że panna ( chociaż że panna, to pewności nie mam xD) Gomez miała jedynie zapełnić tą pustkę, której tak naprawdę nie mogło zapełnić nic, poza tą jedną dziewczyną, poza Jessicą. Zaczęły mi sie przypominać, wszystkie razem spędzone chwile z Jess. Wszystkie nasze kłótnie i momenty, w których się godziliśmy, wspólne śniadania, wieczory,spacery itp. aż w końcu, doszedłem do momentu, w którym dziewczyna wykrzyczała mi prosto w twarz że jestem dla niej nikim i że tak naprawdę nigdy mnie nie kochała. Zrobiło mi sie smutno, kochałem Jessice z całego serca, ale to było zbyt bolesne zeby o tym tak po prostu zapomnieć. Dalej nie mogę zrozumieć, ze pomimo tego, że rzekomo mnie nie kochała, była gotowa oddać za mnie własne życie, ale także tego że pomimo wszystkiego co mi zrobiła, nadal ja kocham i zapewne nigdy nie przestanę.
Teraz jedynie miałem nadzieję, ze ta chwila będzie trwała wieki. Niestety, trwała krócej niż się spodziewałem.
Dziewczyna odsunęła sie ode mnie pośpiesznie, następnie wykrztusiła z siebie ciche, a zarazem przepełnione bólem " przepraszam" i pobiegła w stronę jednego z gabinetów.
*** Oczami Jess ***
Słowa mojej mamy sprawiły, ze mój dotychczas dobry nastrój przepadł na dobre. Moja córka prawdopodobnie miała zapalenie płuc, a przy jej słabych płucach i małym wieku, mogło to grozić śmiercią, a raczej śmierć była pewna.
W pewnym momencie z łzami w oczach wybiegłam z sali. Nie biegłam zbyt długo, ponieważ na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę ku górze i ujrzałam Jego. Stał przede mną i patrzył z niepewnością. Ja bez słowa popatrzyłam mu głęboko w oczy, a następnie mocno sie w niego wtuliłam. Justin to odwzajemnił. Nie wiem czemu to zrobiłam. Byłam teraz tak smutna i przerażona tym co może sie wydarzyć, a to czego teraz najbardziej potrzebowałam, to to żeby mnie ktoś przytulił. Potrzebowałam ciepła i czułości, którą mogła dać mi tylko ta jedna osoba. Tylko Justin potrafił zrozumieć mnie bez zbędnych słów, zawsze wiedział czego potrzebuję i dawał mi to. Całym sobą starał sie zawsze żeby było mi dobrze i żebym zawsze była szczęśliwa. Tak bardzo mi tego brakowało, tak bardzo brakowało mi tego chłopaka. Był niczym anioł, a ja ? Ja go zraniłam i odrzuciłam. Do tej pory nie mogę sobie wybaczyć tego, jak bardzo go skrzywdziłam. Wiedziałam jak bardzo musi go to boleć, więc w końcu puściłam go z objęć i szybko wymruczałam coś co przypominało " przepraszam", a następnie pobiegłam, do gabinetu, w którym była Crystal....
_____________________________________________________
Napisałam !! ;D Wiem że dłuuuuugo nie dodawałam i przepraszam, ale na prawdę nie miałam czasu, a ten rozdział pisałam tydzień, więc mam nadzieję ze wam się podoba ;)
Tagi:
Rozdział 31
19.05.2012 o godz. 23:41
komentuj (9)
Zapewne pamiętacie chorą dziewczynkę, która "wyszła" za Justna i chłopak w niedługim czasie po tym ją odwiedził ? Niestety umarła. Chce mi się płakac, ona była taka fajna <33 Szkoda tylko że BYŁA. ;( #RipMrsBieber
Tagi:
..
- Chris, to dla mnie zbyt ciężkie. Przepraszam.- powiedziałam po czym poszłam do domu...
Kiedy byłam już prawie przy domu, pewien paparazzi, którego wcześniej nie zauważyłam zrobił mi zdjęcie. Zaskoczona wystraszyłam się flesza i wypuściłam mleko z ręki, w skutek czego cała zawartość butelki wylądowała na chodniku.
No zajebiście, teraz trzeba będzie wracać się z powrotem do sklepu. Całą droge do sklepu uciążliwy paparazzi szedł za mną, ale kiedy weszłam do sklepu, on został na zewnątrz.
Wzięłam szybko mleko z lodówki i podeszłam do kasy, przy której zauważyłam żelki i nie mogąc sie oprzeć sięgnęłam po jedno opakowanie, nie zauważając że po to samo sięga inny chłopak. Nasze ręce się spotkały, a my oboje odruchowo na siebie popatrzyliśmy. Kiedy zobaczyłam twarz chłopaka byłam lekko zaskoczona, był to Ryan, chłopak, którego spotkałam w dniu, w którym dowiedziałam się o ciąży.
- O hej, nie zauważyłem że chciałaś je wziąć, wezmę inne.- powiedział miło chłopak, po czym się uśmiechnął.
- Hej. Dawno cię nie widziałam.- Powiedziałam rozpromieniona do Ryana, kładąc żelki na kasę.
- Ja ciebie też dawno nie widziałem. Słyszałem że wyjechałaś gdzieś z chłopakiem. Już wróciliście ?- po tym pytaniu mój dobry humor zniknął, przypomniało mi się to wszystko, od momentu, w którym zostawiłam Justina, po chwilę w której wygrałam rozprawę.
- Powiedzmy, długa historia. Może przyjdziesz do mnie, to ci wszystko opowiem?- uśmiechnęłam sie do chłopaka
- Jasne i tak nie mam nic do roboty.- Ryan pokazał mi rząd swoich śnieżnobiałych zębów.
Droga do domu zleciała nam szybko, kiedy weszliśmy do domu moja mama marudziła trochę, ile można iść po mleko, ale potem jej przeszło i zrobiła nam naleśniki.
W między czasie opowiedziałam chłopakowi całą historię. W pewnym momencie siedząc na pilocie włączyłam przypadkowo TV.
Chociaż minęło niespełna 30 min. odkąd wróciłam ze sklepu, media już trąbiły o tym że wróciłam do LA. Byłam zaskoczona że tak szybko trafiło to do telewizji, a jeszcze bardziej to, że włączone było BBC, a nie MTV, na którym zazwyczaj lecą takie plotki...
*Następny dzień*
Około 11 postanowiłam przejść się z Crystal na spacer do parku. ubrałam się szybko, wzięłam wózek, po czym wsadziłam do niego Crystal i wyszłam z domu. Był koniec jesieni, pomimo to było ciepło a słońce ogrzewało moje ciało.
Kiedy byłam już prawie przy parku zobaczyłam go, zobaczyłam Justina. na jego twarz padały gdzieniegdzie promienie słońca, które rozświetlały jego twarz. Kiedy tak na niego patrzyłam, poczułam jakby milion motyli w moim brzuchu a moje serce zaczęło bić szybciej. kochałam go. Kochałam go i miałam ochotę podbiec do niego i go przytulić. Miałam ochotę poczuć jeszcze raz smak jego ciepłych, malinowych warg.
chciałam szybko przemknąć niezauważona, ale nie mogłam. Stałam tam tak i patrzyłam na niego jak w obrazek. Ocknęłam sie dopiero wtedy, gdy chłopak mnie zauważył. Kiedy spojrzał na mnie zrobiło mi się tak strasznie gorąco. moje serce biło jeszcze mocniej i czułam jak próbuje wydrzeć mi się z piersi. Dalej tam stałam i patrzyłam na niego, pomimo że wiedziałam, że powinnam odejść i nie wracać, niestety.. nie mogłam. Chłopak przyglądał mi sie, po czym popatrzył na wózek. już zrobił krok do przodu i zaczął iść w naszą stronę, po czym szybko zwrócił i poszedł w stronę plaży.
*** Oczami Justina ***
Szedłem właśnie na plaże, kiedy nagle zobaczyłem Jess. Stała koło parku, patrząc się na mnie. Wyglądała cudownie. Jej oczy w słońcu cudownie lśniły, a ich chabrowy odcień wydawał się jeszcze głębszy. Miałem ochotę tam pójść i zapomnieć o wszystkim, ale nie wiedziałem jak, nie potrafiłem jej tego wybaczyć. Jeszcze nikt mnie tak nie zranił,z resztą nikt by nie potrafił. jej sie to udało tylko dlatego że ją kochałem. , kochałem ją jak nikogo innego, była dla mnie jak tlen, bez którego nie mogę oddychać. kiedy odeszła, było mi tak cholernie ciężko i ogarniała mnie totalna pustka, ale wiedziałem że nie mogę się poddać. Teraz, myślałem że to wszystko za mną, niestety.. pomimo że minęło już tyle czasu, dalej było mi smutno gdy o niej pomyślałem i nawet w tych najlepszych momentach, kiedy myślałem że wszystko jest w porządku czułem taką wielką pustkę w środku. Czułem sie jakby ktoś odebrał mi najważniejszą część.
W pewnym momencie spojrzałem na wózek. Wiedziałem że jest w nim moje dziecko. Chciałem tam podejść i je zobaczyć, chciałem się przybliżyć. Już zacząłem iść w ich stronę, ale to było zbyt ciężkie, nie wiedziałem co mam powiedzieć, bałem się i szybko się wycofałem.
** Oczami Chrisa ** xD
Szedłem sobie właśnie z paczką żelek do sk8 parku, kiedy nagle zobaczyłem w oddali idącego Biebsa. już miałem do niego podbiec, ale zauważyłem Jess, stojącą nieopodal niego.
Patrzyli na siebie dobre 10 minut. W ich oczach można było zauważyć strach, ból i smutek, ale jednocześnie patrzyli na siebie z taką miłością i pożądaniem. Nie mogłem pozwolić na to żeby tak cierpieli, musiałem powiedzieć Justinowi prawdę, nawet jeśli Jessica miała by mnie zabić...
_______________________________________
heeeeeeeej !!!!! Mam dzisiaj urodziny więc postanowiłam zrobić wam taki mały prezencik i dodać rozdział ;)) Mam nadzieję że wam sie podoba i że będziecie komentować ;** A tak przy okazji to juz 30 rozdział ;D
Koooocham was !! ;**
~ Daria
Kiedy byłam już prawie przy domu, pewien paparazzi, którego wcześniej nie zauważyłam zrobił mi zdjęcie. Zaskoczona wystraszyłam się flesza i wypuściłam mleko z ręki, w skutek czego cała zawartość butelki wylądowała na chodniku.
No zajebiście, teraz trzeba będzie wracać się z powrotem do sklepu. Całą droge do sklepu uciążliwy paparazzi szedł za mną, ale kiedy weszłam do sklepu, on został na zewnątrz.
Wzięłam szybko mleko z lodówki i podeszłam do kasy, przy której zauważyłam żelki i nie mogąc sie oprzeć sięgnęłam po jedno opakowanie, nie zauważając że po to samo sięga inny chłopak. Nasze ręce się spotkały, a my oboje odruchowo na siebie popatrzyliśmy. Kiedy zobaczyłam twarz chłopaka byłam lekko zaskoczona, był to Ryan, chłopak, którego spotkałam w dniu, w którym dowiedziałam się o ciąży.
- O hej, nie zauważyłem że chciałaś je wziąć, wezmę inne.- powiedział miło chłopak, po czym się uśmiechnął.
- Hej. Dawno cię nie widziałam.- Powiedziałam rozpromieniona do Ryana, kładąc żelki na kasę.
- Ja ciebie też dawno nie widziałem. Słyszałem że wyjechałaś gdzieś z chłopakiem. Już wróciliście ?- po tym pytaniu mój dobry humor zniknął, przypomniało mi się to wszystko, od momentu, w którym zostawiłam Justina, po chwilę w której wygrałam rozprawę.
- Powiedzmy, długa historia. Może przyjdziesz do mnie, to ci wszystko opowiem?- uśmiechnęłam sie do chłopaka
- Jasne i tak nie mam nic do roboty.- Ryan pokazał mi rząd swoich śnieżnobiałych zębów.
Droga do domu zleciała nam szybko, kiedy weszliśmy do domu moja mama marudziła trochę, ile można iść po mleko, ale potem jej przeszło i zrobiła nam naleśniki.
W między czasie opowiedziałam chłopakowi całą historię. W pewnym momencie siedząc na pilocie włączyłam przypadkowo TV.
Chociaż minęło niespełna 30 min. odkąd wróciłam ze sklepu, media już trąbiły o tym że wróciłam do LA. Byłam zaskoczona że tak szybko trafiło to do telewizji, a jeszcze bardziej to, że włączone było BBC, a nie MTV, na którym zazwyczaj lecą takie plotki...
*Następny dzień*
Około 11 postanowiłam przejść się z Crystal na spacer do parku. ubrałam się szybko, wzięłam wózek, po czym wsadziłam do niego Crystal i wyszłam z domu. Był koniec jesieni, pomimo to było ciepło a słońce ogrzewało moje ciało.
Kiedy byłam już prawie przy parku zobaczyłam go, zobaczyłam Justina. na jego twarz padały gdzieniegdzie promienie słońca, które rozświetlały jego twarz. Kiedy tak na niego patrzyłam, poczułam jakby milion motyli w moim brzuchu a moje serce zaczęło bić szybciej. kochałam go. Kochałam go i miałam ochotę podbiec do niego i go przytulić. Miałam ochotę poczuć jeszcze raz smak jego ciepłych, malinowych warg.
chciałam szybko przemknąć niezauważona, ale nie mogłam. Stałam tam tak i patrzyłam na niego jak w obrazek. Ocknęłam sie dopiero wtedy, gdy chłopak mnie zauważył. Kiedy spojrzał na mnie zrobiło mi się tak strasznie gorąco. moje serce biło jeszcze mocniej i czułam jak próbuje wydrzeć mi się z piersi. Dalej tam stałam i patrzyłam na niego, pomimo że wiedziałam, że powinnam odejść i nie wracać, niestety.. nie mogłam. Chłopak przyglądał mi sie, po czym popatrzył na wózek. już zrobił krok do przodu i zaczął iść w naszą stronę, po czym szybko zwrócił i poszedł w stronę plaży.
*** Oczami Justina ***
Szedłem właśnie na plaże, kiedy nagle zobaczyłem Jess. Stała koło parku, patrząc się na mnie. Wyglądała cudownie. Jej oczy w słońcu cudownie lśniły, a ich chabrowy odcień wydawał się jeszcze głębszy. Miałem ochotę tam pójść i zapomnieć o wszystkim, ale nie wiedziałem jak, nie potrafiłem jej tego wybaczyć. Jeszcze nikt mnie tak nie zranił,z resztą nikt by nie potrafił. jej sie to udało tylko dlatego że ją kochałem. , kochałem ją jak nikogo innego, była dla mnie jak tlen, bez którego nie mogę oddychać. kiedy odeszła, było mi tak cholernie ciężko i ogarniała mnie totalna pustka, ale wiedziałem że nie mogę się poddać. Teraz, myślałem że to wszystko za mną, niestety.. pomimo że minęło już tyle czasu, dalej było mi smutno gdy o niej pomyślałem i nawet w tych najlepszych momentach, kiedy myślałem że wszystko jest w porządku czułem taką wielką pustkę w środku. Czułem sie jakby ktoś odebrał mi najważniejszą część.
W pewnym momencie spojrzałem na wózek. Wiedziałem że jest w nim moje dziecko. Chciałem tam podejść i je zobaczyć, chciałem się przybliżyć. Już zacząłem iść w ich stronę, ale to było zbyt ciężkie, nie wiedziałem co mam powiedzieć, bałem się i szybko się wycofałem.
** Oczami Chrisa ** xD
Szedłem sobie właśnie z paczką żelek do sk8 parku, kiedy nagle zobaczyłem w oddali idącego Biebsa. już miałem do niego podbiec, ale zauważyłem Jess, stojącą nieopodal niego.
Patrzyli na siebie dobre 10 minut. W ich oczach można było zauważyć strach, ból i smutek, ale jednocześnie patrzyli na siebie z taką miłością i pożądaniem. Nie mogłem pozwolić na to żeby tak cierpieli, musiałem powiedzieć Justinowi prawdę, nawet jeśli Jessica miała by mnie zabić...
_______________________________________
heeeeeeeej !!!!! Mam dzisiaj urodziny więc postanowiłam zrobić wam taki mały prezencik i dodać rozdział ;)) Mam nadzieję że wam sie podoba i że będziecie komentować ;** A tak przy okazji to juz 30 rozdział ;D
Koooocham was !! ;**
~ Daria
Tagi:
Rozdział 30
- Crystal ! Tam jest moje dziecko !- zaczęłam krzyczeć i płakać, a po chwili nawet chciałam tam wbiec, ale powstrzymało mnie dwóch innych strażaków.... Kazali mi czekać przed domem a sami wbiegli do środka. Po chwili zobaczyłam jednego z nich jak wychodzi z moim dzieckiem na rekach a zaraz po nim drugi, prowadzący Zacka. Jak tylko zobaczyłam tego idiotę to zrobiło mi się słabo.Już chciałam zabrać Crystal ale w tym momencie podjechały dwie karetki i do jednej wsiadł chłopak, a do drugiej wsadzili dziecko i kazali mi tam wsiąść. Posłusznie weszłam do Ambulansu, którym po paru minutach dojechałam do szpitala. Pierwsze co mnie tam czekało to masa rutynowych badań. Kiedy zostałam dokładnie przebadana, lekarz stwierdził że nic mi nie jest po za drobnymi poparzeniami, wiec usiadłam w poczekalni i czekałam aż skończą badać Crystal.
- Pani Snow.- usłyszałam męski głos zza otwierających sie drzwi gabinetu.
- Tak ?- zapytałam niepewnie, po czym wstałam.
- Niech Pani wejdzie, musimy porozmawiać.- Odpowiedział lekarz, a mnie przeszły dreszcze na dźwięk słów "Musimy porozmawiać". Posłusznie weszłam do gabinetu i usiadłam na krześle wskazanym przez mężczyznę.
- No więc.. Nie owijajmy w bawełnę. Z Pani dzieckiem jest nie najlepiej.- Po tych słowach, po moim ciele przeszła kolejna dawka dreszczy, tylko tym razem dreszcze były dużo mocniejsze i bardziej nieprzyjemne, a mnie zrobiło się słabo.
- to znaczy ?- zapytałam niepewnie.
- To znaczy, że pani dziecko podczas pożaru zatruło się dużą ilością dwutlenku węgla i niestety ma teraz słabo wydolne płuca.- Powiedział lekarz a ja nie wiedziałam do końca co powiedzieć.
- Może przeszczep płuc, cokolwiek ?!
- Odradzał bym takie rozwiązanie, Crystal jest bardzo mała, a operacja w jej przypadku mogła by tylko wszystko pogorszyć. Mogę ewentualnie przepisać specjalne leki wspomagające wydolność płuc. Nic innego w jej przypadku zrobić nie mogę.- powiedział spokojnie mężczyzna a ja byłam zdezorientowana całą sytuacją.
- Dobrze.- powiedziałam niepewnie.
** Tydzień później**
W ciągu ostatniego tygodnia mieszkałam u Alex. Wczoraj miałam sprawę sądową w sprawie podpalenia domu i zeznawałam przeciwko Zack'owi, na całe szczęście wygrałam i chłopak idzie siedzieć przez parę dłuugich lat ;). Z Crystal puki co jest dobrze, mała jest tylko trochę słaba, ale nic szczególnego się nie dzieje. Dzisiaj wracam do mojego domu w Los Angeles, ponieważ mam już nowe dokumenty ( tamte i tak spłonęły). Nie mogę sie już doczekać aż zobacze sie z Cait i znowu będę u siebie.
- Jesteśmy na miejscu.- oznajmił mi mężczyzna prowadzący taksówkę, kiedy podjechaliśmy pod mój dom.
- Przepraszam, czy pomoże mi pan z walizkami?- zapytałam taksówkarza, kiedy wysiadałam z samochodu.
- Oczywiście- uśmiechnął sie do mnie i wyjął z bagażnika 2 duże walizki i jedną małą. Podeszłam do mężczyzny z dzieckiem na rękach i zabrałam małą walizkę, a on wziął 2 duże. Otworzyłam drzwi i weszłam do domu, a taksówkarz postawił walizki przy progu. Podziękowałam mu, zapłaciłam i mężczyzna odjechał. Wstawiłam walizki do środka i weszłam do kuchni. Ku mojemu zaskoczeniu była w niej moja mam.
- Jess !! Gdzieś ty się podziewała tyle czasu ? I czemu nie odbierałaś ode mnie telefonów ?
- Musiałam wyjechać. A telefonów nie odbierałam bo zmieniłam numer. Przepraszam.- powiedziałam i przytuliłam kobietę.
- No dobrze już, dobrze. A gdzie moja wnuczka ?- zapytała wesoła mama.
- Crystal!- krzyknęłam a do kuchni poraczkowała moja córeczka.
- Jejku, jaka ona ładna ! Pewnie sporo urosła..- powiedziała moja mama i się uśmiechnęła.
- Tak, z dnia na dzień jest coraz większa.- uśmiechnęłam się do kobiety.
- A Jess jak już jesteś to pójdź do sklepu, bo skończyło się mleko a chciałam upiec ciasto.- uśmiechnęła się mama, a ja szybko wyszłam z domu.
W parę minut doszłam do sklepu, kupiłam mleko i wyszłam. W drodze powrotnej przechodząc obok domu Cait zobaczyłam Chrisa.
- Hey, Chris !!- Zaczęłam krzyczeć, aby chłopak mnie zauważył. On tylko na mnie spojrzał i poszedł dalej. Nie wiedziałam o co chodzi, więc podbiegłam do niego.
- Hej, zaczekaj!- powiedziałam, łapiąc go za rękę.
- Czego ?!- zapytał wściekły.
- O co ci chodzi ? Chciałam się tylko przywitać.- powiedziałam zdziwiona.
- Zostawiłaś mojego najlepszego przyjaciela dla jakiegoś Idioty i jeszcze się pytasz o co mi chodzi ?! Wiesz jak go zraniłaś ?? Jesteś idiotką !! Moja siostra cię broni, ale ja nie będę !- Krzyczał na mnie zdenerwowany Chris, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chris ! Nie krzycz na mnie, ty nic nie wiesz.- powiedziałam zła i zarazem smutna.
- !!- krzyczał dalej chłopak.
- Ja wcale nie chciałam go zostawiać ! Ja musiałam to zrobić żeby chronić Crystal ! Rozumiesz ?! Zack porwał małą i szantażował mnie żebym do z nim była i nie mogłam nikomu nic powiedzieć, bo by ją zabił !! Ja po prostu musiałam ją uratować !! - krzyczałam, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.- Z każdym dniem miałam ochotę uciec i nie wracać ale nie miałam możliwości !! I nie masz prawa mówić że zraniłam Justina bo go nie kochałam ! chociaż wolała bym żeby było inaczej, ale nie jest! I być może popełniłam wielki błąd zostawiając Justina, ale przynajmniej moje dziecko żyje !- skończyłam i rozpłakałam się na dobre. Chris nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie i zaczął uspokajać.
- Musisz powiedzieć to Justinowi.- powiedział chłopak, kiedy się już uspokoiłam.
- Nie Chris, nie chcę tego rozdrapywać, Justin jest teraz z Seleną, a ja nie chcę mieszać im w związku.
- Proszę cię ! Justin z nią jest chociaż sam nie wie do końca czemu a ta twoja fałszywa przyjaciółeczka wykorzystała tylko sytuację, żeby doić z niego kasę.
- Nie ważne, nie chcę żeby znowu cierpiał. I ty też masz mu tego nie mówić.
- Dziewczyno ! Przecież jak on za nią wyjdzie to popełni największy błąd w swoim życiu, a jeszcze bardziej będzie cierpiał jeśli się tego dowie będąc jej mężem. Musisz mu to powiedzieć zanim bd za późno !!- Kiedy to powiedział mnie zamurowało. Jak to chce jej się oświadczyć ?! Pomimo tego że wiem że już nigdy z nim nie będe, ta informacja wywołała w mnie smutek, a w sercu poczułam ukucie.
- Chris, to dla mnie zbyt ciężkie. Przepraszam.- powiedziałam po czym poszłam do domu...
_____________________________________________
W końcu napisałam !! Wiem że długo to trwało ale nie miałam czasu dopisać końcówki xDD Do rzeczy .. Zaczynam pisać z koleżanką kolejne opowiadanie i były byśmy wdzięczne gdybyście weszły http://callmejustinn.bloblo.pl ;))
Komentujcie <33 ;**
- Pani Snow.- usłyszałam męski głos zza otwierających sie drzwi gabinetu.
- Tak ?- zapytałam niepewnie, po czym wstałam.
- Niech Pani wejdzie, musimy porozmawiać.- Odpowiedział lekarz, a mnie przeszły dreszcze na dźwięk słów "Musimy porozmawiać". Posłusznie weszłam do gabinetu i usiadłam na krześle wskazanym przez mężczyznę.
- No więc.. Nie owijajmy w bawełnę. Z Pani dzieckiem jest nie najlepiej.- Po tych słowach, po moim ciele przeszła kolejna dawka dreszczy, tylko tym razem dreszcze były dużo mocniejsze i bardziej nieprzyjemne, a mnie zrobiło się słabo.
- to znaczy ?- zapytałam niepewnie.
- To znaczy, że pani dziecko podczas pożaru zatruło się dużą ilością dwutlenku węgla i niestety ma teraz słabo wydolne płuca.- Powiedział lekarz a ja nie wiedziałam do końca co powiedzieć.
- Może przeszczep płuc, cokolwiek ?!
- Odradzał bym takie rozwiązanie, Crystal jest bardzo mała, a operacja w jej przypadku mogła by tylko wszystko pogorszyć. Mogę ewentualnie przepisać specjalne leki wspomagające wydolność płuc. Nic innego w jej przypadku zrobić nie mogę.- powiedział spokojnie mężczyzna a ja byłam zdezorientowana całą sytuacją.
- Dobrze.- powiedziałam niepewnie.
** Tydzień później**
W ciągu ostatniego tygodnia mieszkałam u Alex. Wczoraj miałam sprawę sądową w sprawie podpalenia domu i zeznawałam przeciwko Zack'owi, na całe szczęście wygrałam i chłopak idzie siedzieć przez parę dłuugich lat ;). Z Crystal puki co jest dobrze, mała jest tylko trochę słaba, ale nic szczególnego się nie dzieje. Dzisiaj wracam do mojego domu w Los Angeles, ponieważ mam już nowe dokumenty ( tamte i tak spłonęły). Nie mogę sie już doczekać aż zobacze sie z Cait i znowu będę u siebie.
- Jesteśmy na miejscu.- oznajmił mi mężczyzna prowadzący taksówkę, kiedy podjechaliśmy pod mój dom.
- Przepraszam, czy pomoże mi pan z walizkami?- zapytałam taksówkarza, kiedy wysiadałam z samochodu.
- Oczywiście- uśmiechnął sie do mnie i wyjął z bagażnika 2 duże walizki i jedną małą. Podeszłam do mężczyzny z dzieckiem na rękach i zabrałam małą walizkę, a on wziął 2 duże. Otworzyłam drzwi i weszłam do domu, a taksówkarz postawił walizki przy progu. Podziękowałam mu, zapłaciłam i mężczyzna odjechał. Wstawiłam walizki do środka i weszłam do kuchni. Ku mojemu zaskoczeniu była w niej moja mam.
- Jess !! Gdzieś ty się podziewała tyle czasu ? I czemu nie odbierałaś ode mnie telefonów ?
- Musiałam wyjechać. A telefonów nie odbierałam bo zmieniłam numer. Przepraszam.- powiedziałam i przytuliłam kobietę.
- No dobrze już, dobrze. A gdzie moja wnuczka ?- zapytała wesoła mama.
- Crystal!- krzyknęłam a do kuchni poraczkowała moja córeczka.
- Jejku, jaka ona ładna ! Pewnie sporo urosła..- powiedziała moja mama i się uśmiechnęła.
- Tak, z dnia na dzień jest coraz większa.- uśmiechnęłam się do kobiety.
- A Jess jak już jesteś to pójdź do sklepu, bo skończyło się mleko a chciałam upiec ciasto.- uśmiechnęła się mama, a ja szybko wyszłam z domu.
W parę minut doszłam do sklepu, kupiłam mleko i wyszłam. W drodze powrotnej przechodząc obok domu Cait zobaczyłam Chrisa.
- Hey, Chris !!- Zaczęłam krzyczeć, aby chłopak mnie zauważył. On tylko na mnie spojrzał i poszedł dalej. Nie wiedziałam o co chodzi, więc podbiegłam do niego.
- Hej, zaczekaj!- powiedziałam, łapiąc go za rękę.
- Czego ?!- zapytał wściekły.
- O co ci chodzi ? Chciałam się tylko przywitać.- powiedziałam zdziwiona.
- Zostawiłaś mojego najlepszego przyjaciela dla jakiegoś Idioty i jeszcze się pytasz o co mi chodzi ?! Wiesz jak go zraniłaś ?? Jesteś idiotką !! Moja siostra cię broni, ale ja nie będę !- Krzyczał na mnie zdenerwowany Chris, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Chris ! Nie krzycz na mnie, ty nic nie wiesz.- powiedziałam zła i zarazem smutna.
- !!- krzyczał dalej chłopak.
- Ja wcale nie chciałam go zostawiać ! Ja musiałam to zrobić żeby chronić Crystal ! Rozumiesz ?! Zack porwał małą i szantażował mnie żebym do z nim była i nie mogłam nikomu nic powiedzieć, bo by ją zabił !! Ja po prostu musiałam ją uratować !! - krzyczałam, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.- Z każdym dniem miałam ochotę uciec i nie wracać ale nie miałam możliwości !! I nie masz prawa mówić że zraniłam Justina bo go nie kochałam ! chociaż wolała bym żeby było inaczej, ale nie jest! I być może popełniłam wielki błąd zostawiając Justina, ale przynajmniej moje dziecko żyje !- skończyłam i rozpłakałam się na dobre. Chris nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie i zaczął uspokajać.
- Musisz powiedzieć to Justinowi.- powiedział chłopak, kiedy się już uspokoiłam.
- Nie Chris, nie chcę tego rozdrapywać, Justin jest teraz z Seleną, a ja nie chcę mieszać im w związku.
- Proszę cię ! Justin z nią jest chociaż sam nie wie do końca czemu a ta twoja fałszywa przyjaciółeczka wykorzystała tylko sytuację, żeby doić z niego kasę.
- Nie ważne, nie chcę żeby znowu cierpiał. I ty też masz mu tego nie mówić.
- Dziewczyno ! Przecież jak on za nią wyjdzie to popełni największy błąd w swoim życiu, a jeszcze bardziej będzie cierpiał jeśli się tego dowie będąc jej mężem. Musisz mu to powiedzieć zanim bd za późno !!- Kiedy to powiedział mnie zamurowało. Jak to chce jej się oświadczyć ?! Pomimo tego że wiem że już nigdy z nim nie będe, ta informacja wywołała w mnie smutek, a w sercu poczułam ukucie.
- Chris, to dla mnie zbyt ciężkie. Przepraszam.- powiedziałam po czym poszłam do domu...
_____________________________________________
W końcu napisałam !! Wiem że długo to trwało ale nie miałam czasu dopisać końcówki xDD Do rzeczy .. Zaczynam pisać z koleżanką kolejne opowiadanie i były byśmy wdzięczne gdybyście weszły http://callmejustinn.bloblo.pl ;))
Komentujcie <33 ;**
Tagi:
Rozdział 29
OMFG !!! Justin bd w POLSCE !!! Normalnie nie wierzę !! Płaczę i nie wiem co mam ze sb zrobić ze szczęścia !! I w końcu słowa NEVER SAY NEVER nabierają sensu !!
Tagi:
^.^
Chcę mieć po prostu dużo kasy i się tym cieszyć do końca życia...
* Oczami Jess*
Z każdym dniem mam coraz większą ochotę stąd uciec i nigdy nie wracać. Niestety, Zack zabrał mi mój telefon, wszystkie dokumenty i zamknął w wielkim sejfie. Co prawda mogła bym pójść z tym na policję ale nie mam żadnych dowodów na to że mnie więzi ponieważ nie jestem ani zaniedbana ani nie mam śladów po pobiciu a policje i tak to wszystko mało obchodzi. Mogła bym uciec ale za wiele by mi to nie dało ponieważ nie wyjadę stąd bez dokumentów, poza tym mam małe dziecko, którym muszę sie opiekować...
- Jess, Jess obudź się !- szturchał mnie Zack. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego zaspana.
- Czego?- zapytałam, kładąc się z powrotem pod kołdrę.
- Jess, wyłaź z pod tej kołdry i mnie posłuchaj.- powiedział chłopak, szturchając mnie dalej.
- Dobra ale weź mnie nie dotykaj.- powiedziałam zła, po czym znowu usiadłam na łóżku.
- No więc, do tej pory miałem dość dużo kasy ale ostatnio dużo wydajemy i postanowiłem pójść do pracy.- powiedział Zack a ja nie wiedziałam do końca o co chodzi.- Więc znalazłem pracę i dzisiaj zaczynam.
- I po co mi to mówisz?! Musiałeś mnie budzić z tego powodu?- zapytałam zbulwersowana.
- Chciałem po prostu żebyś wiedziała. Zaraz wychodzę i wrócę dopiero około 18. Jak chcesz możesz zaprosić do siebie Alex. - Dobra, to wszystko ?- powiedziałam bez entuzjazmu.
- Mhm. Pa- powiedział, po czym próbował pocałować mnie w policzek, ja natomiast odepchnęłam go delikatnie i odpowiedziałam tym samym co on, krótkim "Pa".
Kiedy Zack opuścił dom, postanowiłam wziąć prysznic, ponieważ uznałam że i tak już nie zasnę. po skończonym prysznicu ubrałam się i zeszłam na dół coś zjeść. Weszłam szybkim krokiem do kuchni i otworzyłam lodówkę, przejrzałam jej zawartość po czym wyjęłam z niej jakiś jogurt. Następnie usiadłam przy blacie i zaczęłam jeść. Po skończonym posiłku postanowiłam obejrzeć TV zanim mała się obudzi. Idąc do salonu, mój wzrok napotkał sejf, w którym były wszystkie moje dokumenty. Przez głowę przeszła mi myśl, żeby go jakoś otworzyć i uciec, ale po chwili uznałam że to zbyt ryzykowne i spanikowałam. Już miałam iść dale kiedy, pomyślałam że jeśli teraz tego nie zrobię, mogę już nie mieć drugiej szansy. Czym prędzej spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 11:17. Miałam jeszcze dużo czasu zanim Zack wróci. Czym prędzej podbiegłam do sejfu i próbowałam zgadnąć hasło, niestety na marne.
Męczyłam sie z tym już jakąś godzinę, po czym uznałam że muszę to jakoś inaczej otworzyć. Zaczęłam biegać po domu w poszukiwaniu młotka, którym mogła bym rozwalić to coś. Szukałam może 5 minut i znalazłam to czego szukałam.
Podbiegłam szybko do sejfu i zaczęłam w niego walić, kopać a nawet próbowałam wyważyć drzwiczki. Nic to nie dało, poza kilkoma wgnieceniami i tym że obudziłam Crystal. Pobiegłam na górę i uspokoiłam małą, po paru minutach mała smacznie spała a ja mogłam wrócić do poprzedniego zajęcia. Dalej waliłam w ten sejf ze wszystkich stron i nic. W domu zrobiło się chłodno, więc postanowiłam napalić w kominku. Podeszłam do niego i zapaliłam zapałkę, po czym wrzuciłam ją między drewno i za chwilę moim oczom ukazał się przepiękny płomień. Patrząc na niego czułam się taka bezpieczna, nie wiem czemu. I właśnie wtedy po raz kolejny przypomniał mi się Justin. Tylko przy nim czułam się bezpieczna, tylko jemu mogłam zaufać. Przypomniało mi się jak mnie przytulał, zawsze był taki ciepły i silny.
Po moim policzku spłynęła jedna, samotna łza, szybko ją wytarłam i poszłam dalej się męczyć z tym metalowym pudełkiem. Waliłam ze wszystkich stron i nic. W pewnym momencie usłyszałam że ktoś jest przed domem. Odruchowo spojrzałam na zegarek, który wskazywał 17:40. Nie wiedziałam co mam zrobić. Po chwili moim oczom ukazał sie uśmiechnięty Zack. Niestety, kiedy zobaczył mnie siedzącą przy poobijanym sejfie, z młotkiem w ręku, uśmiech zszedł z jego twarzy, a na jego miejscu pojawiła sie złość. Oczy przepełnione miał gniewem, a pięści miał zaciśnięte. Nie miałam pojęcia co się stanie, miałam nadzieję że jak zwykle skończy się na tym że Zack coś rozwali i trochę pokrzyczy, niestety było zupełnie inaczej. Wściekły podszedł do mnie i zaczął mną potrząsać i krzyczał na mnie . Nie miałam pojęcia co mam zrobić, a z każdą chwilą jego uścisk był coraz mocniejszy. W pewnym momencie chłopak mnie puścił i ze złością na mnie spojrzał.
- Źle ci tutaj? Pytam się! Źle ci tutaj ?!- zaczął na mnie ponownie krzyczeć.- Zrozum że już na zawszę będziesz ze mną! Czy tego chcesz czy nie !
- Odpierdol sie ode mnie! Powinieneś się leczyć ! Zrozum że nigdy nie będę cię kochała ! Nigdy z tobą już nie będę !- Także na niego krzyczałam.
- !- powiedział, a ja nie wiedziałam czego się spodziewać. Bałam się i miałam nadzieję że nie zrobi niczego głupiego.
Chłopak podszedł do barku, z którego wyciągnął wódkę, po czym zwinnym ruchem wylał ją na meble i podłogę. Następnie podszedł do kominka i jakimś prętem wyrzucił z niego kawałek płonącego drewna na podłogę. Nie zdążyłam się obejrzeć, kiedy płonęło pół salonu. Byłam przerażona, a on się do mnie zbliżał uśmiechnięty. Cofałam się do tylu, tak aby do mnie nie mógł podejść, ale niestety na swojej drodze spotkałam ścianę. Chłopak to wykorzystał i szybko złapał mnie za nadgarstki, przyciskając mnie przy tym do ściany. Bałam się. Oczy miałam przepełnione łzami i cała się trzęsłam, on za to był uśmiechnięty i zadowolony z siebie. W jego oczach można było dostrzec wszystkie emocje, ale głównie zachwyt. Nie rozumiałam jak mógł być tak bezmyślny i samolubny, ale przede wszystkim zastanawiałam się jak mogłam go kiedyś kochać. Kiedyś gdy na niego patrzyłam byłam przepełniona szczęściem i radością, a teraz... Teraz, gdy na niego patrzyłam czułam złość, smutek, żal i obrzydzenie.
Rozejrzałam się szybko po pokoju, ale wszędzie widziałam tylko ogień. Mój wzrok spoczął na oknie, z którego było widać tłumy gapiów, którzy nie wiedzieli co się dzieje i tylko bezradnie patrzyli na płonący dom.
Zaczynało robić mi sie gorąco i słabo, ciężko było mi oddychać, ale na szczęście usłyszałam sygnał straży pożarnej i do płonącego pomieszczenia wpadło kilku strażaków, i jeden z nich wyciągnął mnie z płonącego domu. Położył mnie na trawi i czekał aż zrobi mi sie lepiej. Leżałam tak chwile i wtedy przypomniało mi sie...
- Crystal ! Tam jest moje dziecko !- zaczęłam krzyczeć i płakać, a po chwili nawet chciałam tam wbiec, ale powstrzymało mnie dwóch innych strażaków....
________________________________________________________
DODAŁAM !! Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziału ale kompletnie nie miałam czasu ! Postaram sie poprawić i szybko dodać nn ;) Czekam na komentarze ;D Piszcie czy chcieli byście żeby Crystal przeżyła ;)
Kocham <33
* Oczami Jess*
Z każdym dniem mam coraz większą ochotę stąd uciec i nigdy nie wracać. Niestety, Zack zabrał mi mój telefon, wszystkie dokumenty i zamknął w wielkim sejfie. Co prawda mogła bym pójść z tym na policję ale nie mam żadnych dowodów na to że mnie więzi ponieważ nie jestem ani zaniedbana ani nie mam śladów po pobiciu a policje i tak to wszystko mało obchodzi. Mogła bym uciec ale za wiele by mi to nie dało ponieważ nie wyjadę stąd bez dokumentów, poza tym mam małe dziecko, którym muszę sie opiekować...
- Jess, Jess obudź się !- szturchał mnie Zack. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego zaspana.
- Czego?- zapytałam, kładąc się z powrotem pod kołdrę.
- Jess, wyłaź z pod tej kołdry i mnie posłuchaj.- powiedział chłopak, szturchając mnie dalej.
- Dobra ale weź mnie nie dotykaj.- powiedziałam zła, po czym znowu usiadłam na łóżku.
- No więc, do tej pory miałem dość dużo kasy ale ostatnio dużo wydajemy i postanowiłem pójść do pracy.- powiedział Zack a ja nie wiedziałam do końca o co chodzi.- Więc znalazłem pracę i dzisiaj zaczynam.
- I po co mi to mówisz?! Musiałeś mnie budzić z tego powodu?- zapytałam zbulwersowana.
- Chciałem po prostu żebyś wiedziała. Zaraz wychodzę i wrócę dopiero około 18. Jak chcesz możesz zaprosić do siebie Alex. - Dobra, to wszystko ?- powiedziałam bez entuzjazmu.
- Mhm. Pa- powiedział, po czym próbował pocałować mnie w policzek, ja natomiast odepchnęłam go delikatnie i odpowiedziałam tym samym co on, krótkim "Pa".
Kiedy Zack opuścił dom, postanowiłam wziąć prysznic, ponieważ uznałam że i tak już nie zasnę. po skończonym prysznicu ubrałam się i zeszłam na dół coś zjeść. Weszłam szybkim krokiem do kuchni i otworzyłam lodówkę, przejrzałam jej zawartość po czym wyjęłam z niej jakiś jogurt. Następnie usiadłam przy blacie i zaczęłam jeść. Po skończonym posiłku postanowiłam obejrzeć TV zanim mała się obudzi. Idąc do salonu, mój wzrok napotkał sejf, w którym były wszystkie moje dokumenty. Przez głowę przeszła mi myśl, żeby go jakoś otworzyć i uciec, ale po chwili uznałam że to zbyt ryzykowne i spanikowałam. Już miałam iść dale kiedy, pomyślałam że jeśli teraz tego nie zrobię, mogę już nie mieć drugiej szansy. Czym prędzej spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 11:17. Miałam jeszcze dużo czasu zanim Zack wróci. Czym prędzej podbiegłam do sejfu i próbowałam zgadnąć hasło, niestety na marne.
Męczyłam sie z tym już jakąś godzinę, po czym uznałam że muszę to jakoś inaczej otworzyć. Zaczęłam biegać po domu w poszukiwaniu młotka, którym mogła bym rozwalić to coś. Szukałam może 5 minut i znalazłam to czego szukałam.
Podbiegłam szybko do sejfu i zaczęłam w niego walić, kopać a nawet próbowałam wyważyć drzwiczki. Nic to nie dało, poza kilkoma wgnieceniami i tym że obudziłam Crystal. Pobiegłam na górę i uspokoiłam małą, po paru minutach mała smacznie spała a ja mogłam wrócić do poprzedniego zajęcia. Dalej waliłam w ten sejf ze wszystkich stron i nic. W domu zrobiło się chłodno, więc postanowiłam napalić w kominku. Podeszłam do niego i zapaliłam zapałkę, po czym wrzuciłam ją między drewno i za chwilę moim oczom ukazał się przepiękny płomień. Patrząc na niego czułam się taka bezpieczna, nie wiem czemu. I właśnie wtedy po raz kolejny przypomniał mi się Justin. Tylko przy nim czułam się bezpieczna, tylko jemu mogłam zaufać. Przypomniało mi się jak mnie przytulał, zawsze był taki ciepły i silny.
Po moim policzku spłynęła jedna, samotna łza, szybko ją wytarłam i poszłam dalej się męczyć z tym metalowym pudełkiem. Waliłam ze wszystkich stron i nic. W pewnym momencie usłyszałam że ktoś jest przed domem. Odruchowo spojrzałam na zegarek, który wskazywał 17:40. Nie wiedziałam co mam zrobić. Po chwili moim oczom ukazał sie uśmiechnięty Zack. Niestety, kiedy zobaczył mnie siedzącą przy poobijanym sejfie, z młotkiem w ręku, uśmiech zszedł z jego twarzy, a na jego miejscu pojawiła sie złość. Oczy przepełnione miał gniewem, a pięści miał zaciśnięte. Nie miałam pojęcia co się stanie, miałam nadzieję że jak zwykle skończy się na tym że Zack coś rozwali i trochę pokrzyczy, niestety było zupełnie inaczej. Wściekły podszedł do mnie i zaczął mną potrząsać i krzyczał na mnie . Nie miałam pojęcia co mam zrobić, a z każdą chwilą jego uścisk był coraz mocniejszy. W pewnym momencie chłopak mnie puścił i ze złością na mnie spojrzał.
- Źle ci tutaj? Pytam się! Źle ci tutaj ?!- zaczął na mnie ponownie krzyczeć.- Zrozum że już na zawszę będziesz ze mną! Czy tego chcesz czy nie !
- Odpierdol sie ode mnie! Powinieneś się leczyć ! Zrozum że nigdy nie będę cię kochała ! Nigdy z tobą już nie będę !- Także na niego krzyczałam.
- !- powiedział, a ja nie wiedziałam czego się spodziewać. Bałam się i miałam nadzieję że nie zrobi niczego głupiego.
Chłopak podszedł do barku, z którego wyciągnął wódkę, po czym zwinnym ruchem wylał ją na meble i podłogę. Następnie podszedł do kominka i jakimś prętem wyrzucił z niego kawałek płonącego drewna na podłogę. Nie zdążyłam się obejrzeć, kiedy płonęło pół salonu. Byłam przerażona, a on się do mnie zbliżał uśmiechnięty. Cofałam się do tylu, tak aby do mnie nie mógł podejść, ale niestety na swojej drodze spotkałam ścianę. Chłopak to wykorzystał i szybko złapał mnie za nadgarstki, przyciskając mnie przy tym do ściany. Bałam się. Oczy miałam przepełnione łzami i cała się trzęsłam, on za to był uśmiechnięty i zadowolony z siebie. W jego oczach można było dostrzec wszystkie emocje, ale głównie zachwyt. Nie rozumiałam jak mógł być tak bezmyślny i samolubny, ale przede wszystkim zastanawiałam się jak mogłam go kiedyś kochać. Kiedyś gdy na niego patrzyłam byłam przepełniona szczęściem i radością, a teraz... Teraz, gdy na niego patrzyłam czułam złość, smutek, żal i obrzydzenie.
Rozejrzałam się szybko po pokoju, ale wszędzie widziałam tylko ogień. Mój wzrok spoczął na oknie, z którego było widać tłumy gapiów, którzy nie wiedzieli co się dzieje i tylko bezradnie patrzyli na płonący dom.
Zaczynało robić mi sie gorąco i słabo, ciężko było mi oddychać, ale na szczęście usłyszałam sygnał straży pożarnej i do płonącego pomieszczenia wpadło kilku strażaków, i jeden z nich wyciągnął mnie z płonącego domu. Położył mnie na trawi i czekał aż zrobi mi sie lepiej. Leżałam tak chwile i wtedy przypomniało mi sie...
- Crystal ! Tam jest moje dziecko !- zaczęłam krzyczeć i płakać, a po chwili nawet chciałam tam wbiec, ale powstrzymało mnie dwóch innych strażaków....
________________________________________________________
DODAŁAM !! Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziału ale kompletnie nie miałam czasu ! Postaram sie poprawić i szybko dodać nn ;) Czekam na komentarze ;D Piszcie czy chcieli byście żeby Crystal przeżyła ;)
Kocham <33
Tagi:
Rozdział 28
Ktoś się zapytał czemu nikt się nie martwi co się z nią stało ? W końcu Justin pewnie komuś to powiedział, a poza tym jest w mediach... -.- Jak ktoś jest inteligentny to nie ciężko się domyślić... A co do tego czemu nie ucieka bd w następnym rozdziale.
Amen !
Amen !
Tagi:
sprostowanie
- Wstawaj, jedziemy.- powiedział i zaprowadził mnie do samochodu...
Wsiadłam do strony pasażera, a on włożył moją walizkę do bagażnika, po czym usiadł za kierownicą. Oparłam głowę o szybę, a on ruszył. Siedzieliśmy w ciszy pól godziny, po czym postanowiłam się odezwać.
- Gdzie jedziemy ?- zapytałam, trochę przestraszona.
- Jedziemy do Ottawy. Kupiłem tam mieszkanie. Od teraz będziesz moją dziewczyną.- powiedział, a bałam się co jeszcze wymyśli.
- A dziecko ?- po raz kolejny zadałam pytanie.
- Czeka tam na nas. Moja znajoma się nią zajmuje.- odpowiedział, a ja się trochę uspokoiłam.
Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy. Kiedy się zatrzymaliśmy, byliśmy na lotnisku. Przeszliśmy przez odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Lecieliśmy dość krótko, a na miejscu byliśmy nad ranem. Dom nie był jakiś wielki, ale nie był tez mały. Miał jedno piętro, na którym znajdowały się 3 sypialnie. Każda sypialnia miała własną łazienkę i garderobę. Na dole, znajdowała się kuchnia, łazienka, salon i siłownia. Całe mieszkanie było pięknie urządzone. Przed domem był mały, ale zadbany ogródek, natomiast za domem był średniej wielkości basen.
Zawsze wyobrażałam sobie, że kiedyś ja i Justin będziemy w takim mieszkać i wychowywać gromadkę dzieci. Niestety. To będzie jedno z miejsc, w którym przeżyłam okropne momenty. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zrobiło mi się tak, cholernie smutno.
- Gdzie jest Crystal?- zapytałam Zack'a kiedy byliśmy na górze.
- Tutaj,- powiedział, po czym uchylił drzwi, od jednego pokoju, za którymi ukazało mi się dziecięce łóżeczko, a obok jakaś dziewczyna.
- Hej, przyjechaliśmy.- zwrócił się Zack do dziewczyny, a ona się odwróciła.
Znam ją! Ona chodziła ze mną kiedyś do szkoły ! Przyjaźniłyśmy się, ale przeprowadziła się do Kanady.
- Alex ?- zapytałam niepewnie. A dziewczyna zaczęła mi się przyglądać.
- Jess ?- uśmiechnęła się dziewczyna, po czym mnie przytuliła.
- To wy się znacie?- zapytał zdezorientowany chłopak.
- Zack.. Kiedy jeszcze Alex chodziła do naszej szkoły to się przyjaźniłyśmy.- wyjaśniłam chłopakowi.
- No dobra.. To ja was zostawiam same, a wy sobie pogadajcie.Tylko mnie nie obgadujcie.- Powiedział i spojrzał się na mnie dobitnie, po czym zszedł na dół. Zdziwiło mnie to, że pozwolił mi z nią porozmawiać, ale postanowiłam sie tym cieszyć.
Rozmawiałyśmy z Alex jakieś 2h. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, jak wtedy zanim Alex wyjechała. Bardzo brakowało mi takiej rozmowy z moją przyjaciółką, a jeszcze bardziej brakowało mi przeżytych wspólnie chwil i tych naszych głupawek. Tak, często je miałyśmy, ale byłyśmy trochę młodsze, chociaż teraz tez bym ją mogła mieć xD Miałam ochotę powiedzieć jej wszystko, ale wiedziałam że nie mogłam.
- Już 12:00 ! Przepraszam cię Jess, ale muszę iść. Jutro cię odwiedzę.- powiedziała i się ze mną pożegnała, po czym wyszła.
Zrobiłam się głodna, ale nie wiedziałam co będzie jak zejdę na dół. Bałam się, po prostu bałam się go zobaczyć. Jednak mój żołądek nie dawał za wygraną i postanowiłam pokonać strach. Zeszłam po schodach, po czym powoli weszłam do kuchni, w której był Zack. Robił sobie chyba kanapkę, przy czym wytykał język. Stanęłam w progu i nie za bardzo wiedziałam co mam zrobić. Po prostu podejść do lodówki i coś sobie wziąć? Czy może poprosić o jedzenie? Z rozmyślań wyrwał mnie mój burczący brzuch, a Zack uniósł głowę i na mnie spojrzał.
- Jesteś głodna ?- zapytał i się uśmiechnął.
- Ym.. trochę tak.- powiedziałam cicho i czekałam na reakcję.
- Co chcesz zjeść ? Zrobić ci coś, czy chcesz zamówić pizze?- zapytał chłopak, a mnie zatkało. On naprawdę był dla mnie miły i nie traktował mnie jak więźnia.- Czemu tak na mnie patrzysz? Jestem brudny?- zapytał rozbawiony.
- Zastanawiam sie dlaczego jestes taki miły.- powiedziałam, a on się zdziwił.
- Jess, ja cię kocham, wiem że to co zrobiłem nie było najlepszym sposobem, ale nie wiedziałem co mam zrobić. Wiem że pewnie wyobrażałaś sobie, że będę cię tu katował, ale ja po prostu chcę cię mieć przy sobie. Chce żebyś czuła się tutaj swobodnie. Sprowadzając cię tutaj miałem nadzieję, że w końcu się do mnie przekonasz i znowu będziemy razem szczęśliwi.- powiedział, a ja nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć.
- No wątpię, nigdy nie będę z tobą szczęśliwa.- powiedziałam, a on popatrzył na mnie. W tym samym momencie znowu zaburczało mi w brzuchu.
- To ja zamówię tą Pizze. Rozumiem że chcesz dużą.- uśmiechnął się do mnie i sięgnął po telefon.
*** 3 miesiące później***
Wciąż mieszkam z Zackiem.On jest dla mnie naprawdę miły, ale ja nie mam zamiaru być miła dla niego. Nigdy mu nie wybaczę tego co mi zrobił. Zack naprawdę się stara. Pozwolił mi spać w osobnym łóżku i się nie narzuca. Codziennie spotykam się z Alex i wychodzimy czasem na zakupy. Tak, o dziwo mój pseudo "chłopak" mnie wypuszcza z domu, ale kiedy tylko dopadają mnie paparazzi muszę mówić jak to ja go nie kocham. Pff. Zack z każdym dniem coraz bardziej się denerwuję że moje nastawienie do niego się nie zmienia i zaczyna robić się trochę agresywny, ale mnie nie robi krzywdy, ewentualnie rozwali wazon. Niby jest ok, ale za każdym razem, kiedy widzę Justina w TV zaczynam płakać. Cały czas nie mogę uwierzyć w to że już nigdy z nim nie będę...
***Oczami Justina***
Od kiedy Jess wyjechała, postanowiłem o niej zapomnieć i zająłem się karierą. Całe dnie mam zajęte próbami i koncertami. Szczerze mówiąc po tych 3 miesiącach dalej jest ciężko ale kiedy jest mi źle to krzyczę na wszystkich i jest mi lepiej. A właśnie, chodzę znowu z Seleną. Tylko ona mnie rozumie. Ciągle wszyscy mi mówią że sława uderzyła mi do głowy i że strasznie się zmieniłem, tylko Selena mi tego nie wypomina. Ale ja i tak mam wszystko w dupie. Chcę mieć po prostu dużo kasy i się tym cieszyć do końca życia...
______________________
Dodałam ! Przepraszam że tak długo nie dodawałam, ale albo mi się nie chciało, albo mi się w głowie kręciło xD Wiem że jest beznadziejny i wgl, ale pomimo tego mam nadzieję że chociaż trochę wam się spodoba.
Komentujcie!! <33
Wsiadłam do strony pasażera, a on włożył moją walizkę do bagażnika, po czym usiadł za kierownicą. Oparłam głowę o szybę, a on ruszył. Siedzieliśmy w ciszy pól godziny, po czym postanowiłam się odezwać.
- Gdzie jedziemy ?- zapytałam, trochę przestraszona.
- Jedziemy do Ottawy. Kupiłem tam mieszkanie. Od teraz będziesz moją dziewczyną.- powiedział, a bałam się co jeszcze wymyśli.
- A dziecko ?- po raz kolejny zadałam pytanie.
- Czeka tam na nas. Moja znajoma się nią zajmuje.- odpowiedział, a ja się trochę uspokoiłam.
Przez resztę drogi nie rozmawialiśmy. Kiedy się zatrzymaliśmy, byliśmy na lotnisku. Przeszliśmy przez odprawę i wsiedliśmy do samolotu. Lecieliśmy dość krótko, a na miejscu byliśmy nad ranem. Dom nie był jakiś wielki, ale nie był tez mały. Miał jedno piętro, na którym znajdowały się 3 sypialnie. Każda sypialnia miała własną łazienkę i garderobę. Na dole, znajdowała się kuchnia, łazienka, salon i siłownia. Całe mieszkanie było pięknie urządzone. Przed domem był mały, ale zadbany ogródek, natomiast za domem był średniej wielkości basen.
Zawsze wyobrażałam sobie, że kiedyś ja i Justin będziemy w takim mieszkać i wychowywać gromadkę dzieci. Niestety. To będzie jedno z miejsc, w którym przeżyłam okropne momenty. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zrobiło mi się tak, cholernie smutno.
- Gdzie jest Crystal?- zapytałam Zack'a kiedy byliśmy na górze.
- Tutaj,- powiedział, po czym uchylił drzwi, od jednego pokoju, za którymi ukazało mi się dziecięce łóżeczko, a obok jakaś dziewczyna.
- Hej, przyjechaliśmy.- zwrócił się Zack do dziewczyny, a ona się odwróciła.
Znam ją! Ona chodziła ze mną kiedyś do szkoły ! Przyjaźniłyśmy się, ale przeprowadziła się do Kanady.
- Alex ?- zapytałam niepewnie. A dziewczyna zaczęła mi się przyglądać.
- Jess ?- uśmiechnęła się dziewczyna, po czym mnie przytuliła.
- To wy się znacie?- zapytał zdezorientowany chłopak.
- Zack.. Kiedy jeszcze Alex chodziła do naszej szkoły to się przyjaźniłyśmy.- wyjaśniłam chłopakowi.
- No dobra.. To ja was zostawiam same, a wy sobie pogadajcie.Tylko mnie nie obgadujcie.- Powiedział i spojrzał się na mnie dobitnie, po czym zszedł na dół. Zdziwiło mnie to, że pozwolił mi z nią porozmawiać, ale postanowiłam sie tym cieszyć.
Rozmawiałyśmy z Alex jakieś 2h. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, jak wtedy zanim Alex wyjechała. Bardzo brakowało mi takiej rozmowy z moją przyjaciółką, a jeszcze bardziej brakowało mi przeżytych wspólnie chwil i tych naszych głupawek. Tak, często je miałyśmy, ale byłyśmy trochę młodsze, chociaż teraz tez bym ją mogła mieć xD Miałam ochotę powiedzieć jej wszystko, ale wiedziałam że nie mogłam.
- Już 12:00 ! Przepraszam cię Jess, ale muszę iść. Jutro cię odwiedzę.- powiedziała i się ze mną pożegnała, po czym wyszła.
Zrobiłam się głodna, ale nie wiedziałam co będzie jak zejdę na dół. Bałam się, po prostu bałam się go zobaczyć. Jednak mój żołądek nie dawał za wygraną i postanowiłam pokonać strach. Zeszłam po schodach, po czym powoli weszłam do kuchni, w której był Zack. Robił sobie chyba kanapkę, przy czym wytykał język. Stanęłam w progu i nie za bardzo wiedziałam co mam zrobić. Po prostu podejść do lodówki i coś sobie wziąć? Czy może poprosić o jedzenie? Z rozmyślań wyrwał mnie mój burczący brzuch, a Zack uniósł głowę i na mnie spojrzał.
- Jesteś głodna ?- zapytał i się uśmiechnął.
- Ym.. trochę tak.- powiedziałam cicho i czekałam na reakcję.
- Co chcesz zjeść ? Zrobić ci coś, czy chcesz zamówić pizze?- zapytał chłopak, a mnie zatkało. On naprawdę był dla mnie miły i nie traktował mnie jak więźnia.- Czemu tak na mnie patrzysz? Jestem brudny?- zapytał rozbawiony.
- Zastanawiam sie dlaczego jestes taki miły.- powiedziałam, a on się zdziwił.
- Jess, ja cię kocham, wiem że to co zrobiłem nie było najlepszym sposobem, ale nie wiedziałem co mam zrobić. Wiem że pewnie wyobrażałaś sobie, że będę cię tu katował, ale ja po prostu chcę cię mieć przy sobie. Chce żebyś czuła się tutaj swobodnie. Sprowadzając cię tutaj miałem nadzieję, że w końcu się do mnie przekonasz i znowu będziemy razem szczęśliwi.- powiedział, a ja nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć.
- No wątpię, nigdy nie będę z tobą szczęśliwa.- powiedziałam, a on popatrzył na mnie. W tym samym momencie znowu zaburczało mi w brzuchu.
- To ja zamówię tą Pizze. Rozumiem że chcesz dużą.- uśmiechnął się do mnie i sięgnął po telefon.
*** 3 miesiące później***
Wciąż mieszkam z Zackiem.On jest dla mnie naprawdę miły, ale ja nie mam zamiaru być miła dla niego. Nigdy mu nie wybaczę tego co mi zrobił. Zack naprawdę się stara. Pozwolił mi spać w osobnym łóżku i się nie narzuca. Codziennie spotykam się z Alex i wychodzimy czasem na zakupy. Tak, o dziwo mój pseudo "chłopak" mnie wypuszcza z domu, ale kiedy tylko dopadają mnie paparazzi muszę mówić jak to ja go nie kocham. Pff. Zack z każdym dniem coraz bardziej się denerwuję że moje nastawienie do niego się nie zmienia i zaczyna robić się trochę agresywny, ale mnie nie robi krzywdy, ewentualnie rozwali wazon. Niby jest ok, ale za każdym razem, kiedy widzę Justina w TV zaczynam płakać. Cały czas nie mogę uwierzyć w to że już nigdy z nim nie będę...
***Oczami Justina***
Od kiedy Jess wyjechała, postanowiłem o niej zapomnieć i zająłem się karierą. Całe dnie mam zajęte próbami i koncertami. Szczerze mówiąc po tych 3 miesiącach dalej jest ciężko ale kiedy jest mi źle to krzyczę na wszystkich i jest mi lepiej. A właśnie, chodzę znowu z Seleną. Tylko ona mnie rozumie. Ciągle wszyscy mi mówią że sława uderzyła mi do głowy i że strasznie się zmieniłem, tylko Selena mi tego nie wypomina. Ale ja i tak mam wszystko w dupie. Chcę mieć po prostu dużo kasy i się tym cieszyć do końca życia...
______________________
Dodałam ! Przepraszam że tak długo nie dodawałam, ale albo mi się nie chciało, albo mi się w głowie kręciło xD Wiem że jest beznadziejny i wgl, ale pomimo tego mam nadzieję że chociaż trochę wam się spodoba.
Komentujcie!! <33
Tagi:
rozdział 27
Radze słuchać czegoś smutnego ;)
*************************
Justin tylko mocno złapał mnie za rękę. Po chwili byłam wieziona na porodówkę i modliłam sie tylko żeby wszystko poszło dobrze...
** Oczami Justina **
Siedzę tu już jakieś dwie godziny i strasznie sie martwię jak z dzieckiem.
Siedziałem tak jeszcze może 5 minut i zobaczyłem lekarza, z którym rozmawiałem wcześniej. Szybko do niego podbiegłem.
- I jak z dzieckiem ?- zapytałem bez zastanowienia.
- Dziecko jest zdrowe i wszystko jest w porządku, tylko pańska dziewczyna jest bardzo słaba.- Odpowiedział mi doktor, a ja byłem spokojniejszy.
- Mogę do niej zajrzeć ?
- Tak, ale proszę tam za długo nie siedzieć.- upomniał mnie lekarz, po czym poszedł. Ja czym prędzej popędziłem na sale do Jess.
** Oczami Jess **
Leżałam wyczerpana w szpitalnym łóżku, nagle ktoś wszedł na salę. Był o Biebs. Ucieszyłam się na jego widok. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Jak się czujesz?- zapytał, uśmiechając się do mnie.
- Dobrze, jestem po prostu zmęczona.- powiedziałam a JB mnie przytulił.
- Ile musisz zostać w szpitalu ?- zapytał
- Ja mogę wyjść jutro ale dziecko musi zostać, jeszcze jakieś 5 dni.- powiedziałam, trochę smutna.
- Nie martw się, będzie dobrze.- pocieszał mnie Justin.
- Wiem to.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Minęły 4 dni odkąd wyszłam ze szpitala, codziennie odwiedzamy naszą córeczkę, a już jutro będziemy mogli zabrać ją do domu.
- Kochanie, powinniśmy dać jej w końcu jakieś imię.- powiedział Justin, patrząc się na nasze dziecko, które leżało w szpitalnym łóżeczku.
- Masz racje co proponujesz?- zapytałam Biebera, a on rozłożył ręce.- Co powiesz na Crystal ?- zapytałam, a on się do mnie uśmiechnął.
- Podoba mi się. Pasuje do niej.- powiedział, a ja pogłaskałam dziecko po głowie.
- No więc Crystal.- uśmiechnęłam się szczerze do chłopaka, a on to odwzajemnił.
Następnego dnia.
Rano poszliśmy z Justinem do szpitala, żeby odebrać dziecko.
- Boże! tak się cieszę że możemy ją stąd zabrać !- Powiedziałam podekscytowana, a Biebs pocałował mnie w głowę.
- Dzień dobry, my przyszliśmy po naszą córkę.- powiedziałam do lekarza, kiedy go zobaczyłam.
- Ale pani dziecko zostało już dzisiaj odebrane.- powiedział doktor, a mnie zamurowało.
- Jak to odebrane? Przez kogo?- zaczęłam panikować.
- Przyszedł po nie taki miły chłopak, mówił że jest ojcem.
- Przecież to ja jestem ojcem !- wydarł się Bieber.
Po tym wszystkim co usłyszałam, miałam ochotę uciec. Nie ważne gdzie. Byłam pewna tego że to Zack zabrał moje dziecko. Po paru minutach próbowałam sie otrząsnąć i zobaczyłam że Justin dalej kłócił się z lekarzem.
- Pana chyba pojebało ! Jak pan mógł oddać moje dziecko komuś obcemu?!- Darł sie Justin, a ja postanowiłam to przerwać.
- Justin uspokój sie i chodź już do domu.- powiedziałam spokojnie.
- Nigdzie nie idę bez Crystal !
- Justin!I tak nic nie zrobisz ! Chodź ze mną do domu to coś wymyślimy!- powiedziałam już mniej spokojnie. Emocje rozsadzały mnie od środka, chciałam płakać, a Justin chyba to zauważył bo zgodził się, żeby wracać.
W domu czekała mnie kolejna niespodzianka. Justin poszedł jeszcze na chwilę do Chrisa, bo coś mu obiecał, a ja weszłam do sypialni. Na łóżku dostrzegłam kartkę. Bez zastanowienia ją podniosłam i zaczęłam czytać. Kiedy skończyłam, myślałam że zemdleję. Zack tam napisał że jeśli chcę odzyskać dziecko to mam się spakować i czekać na niego w parku o 17. A jeśli komuś powiem to dziecko zginie. Nie miałam wyjścia. Musiałam uratować dziecko. Zniszczyłam kartkę i ją wyrzuciłam, po czym spojrzałam na zegarek. Była 15 więc miałam jeszcze trochę czasu. Czym prędzej zaczęłam się pakować, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Około 16:30 kończyłam się już pakować. W pewnym momencie do pokoju wszedł Justin.
- Co robisz?- zapytał zdziwiony.
- Pakuję się.- stwierdziłam oschle i zapięłam walizkę.
- Co się stało? Po co się pakujesz ?- zapytał czule, ale słychać było zdenerwowanie w jego głosie.
- Wyjeżdżam.- powiedziałam i próbowałam wyjść z pokoju.
- Gdzie ty jedziesz ?- zapytał już dość mocno zdenerwowany chłopak.
- Wyjeżdżam z Zackiem, z resztą to nie twój interes. Wypuść mnie.
- Odbiło ci? Czemu ty z nim wyjeżdżasz? A ja ?- zapytał a mnie zrobiło się jeszcze bardziej przykro.
- Ty? Pff proszę cię! Myślisz że mi na tobie zależy ? Jesteś dla mnie nikim ! Równie dobrze mógł byś nie istnieć!- musiałam kłamać co sprawiało mi jeszcze większy ból.
- Nie mów tak! Jess, przecież cię znam i wiem że tak nie myślisz, wiem że coś do mnie czujesz!- Powiedział, a mnie chciało się płakać, ale nie mogłam.
- Ty nic o mnie nie wiesz ! Zostaw mnie w spokoju!Nic dla mnie nie znaczysz! Człowieku czy ty nie rozumiesz? Poleciałam na ciebie bo jesteś sławny! Nic więcej!- Powiedziałam a on spojrzał na mnie z żalem. Miałam ochotę się na niego rzucić, ale nie mogłam.
Już wychodziłam z domu i usłyszałam za sobą ciche " Ale ja cię kocham", które było przepełnione smutkiem i żalem. Nie chciałam tam iść, chciałam zostać, ale musiałam uratować Crystal. Boże! Czy on musi mi wszystko utrudniać?- pomyślałam, wychodząc, a po moim policzku spłynęła samotna łza. w połowie drogi zaczął padać deszcz. Dalej szlam w deszczu płacząc. Kiedy byłam już w parku, upadłam i płakałam. Po moim ciele spływały liczne strugo deszczu i było mi zimno. Siedziałam tak i płakałam pare minut, aż w końcu ktoś do mnie podszedł i wyciągnął do mnie dłoń. Podniosłam głowę ku górze i zobaczyłam Zacka.
- Wstawaj, jedziemy.- powiedział i zaprowadził mnie do samochodu...
___________________________
Dodałam ! Wiem ! Jest beznadziejny, nudny i wgl do niczego ale mam nadzieję że chociaż trochę się wam spodoba.
Komentujcie!! <33
*************************
Justin tylko mocno złapał mnie za rękę. Po chwili byłam wieziona na porodówkę i modliłam sie tylko żeby wszystko poszło dobrze...
** Oczami Justina **
Siedzę tu już jakieś dwie godziny i strasznie sie martwię jak z dzieckiem.
Siedziałem tak jeszcze może 5 minut i zobaczyłem lekarza, z którym rozmawiałem wcześniej. Szybko do niego podbiegłem.
- I jak z dzieckiem ?- zapytałem bez zastanowienia.
- Dziecko jest zdrowe i wszystko jest w porządku, tylko pańska dziewczyna jest bardzo słaba.- Odpowiedział mi doktor, a ja byłem spokojniejszy.
- Mogę do niej zajrzeć ?
- Tak, ale proszę tam za długo nie siedzieć.- upomniał mnie lekarz, po czym poszedł. Ja czym prędzej popędziłem na sale do Jess.
** Oczami Jess **
Leżałam wyczerpana w szpitalnym łóżku, nagle ktoś wszedł na salę. Był o Biebs. Ucieszyłam się na jego widok. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
- Jak się czujesz?- zapytał, uśmiechając się do mnie.
- Dobrze, jestem po prostu zmęczona.- powiedziałam a JB mnie przytulił.
- Ile musisz zostać w szpitalu ?- zapytał
- Ja mogę wyjść jutro ale dziecko musi zostać, jeszcze jakieś 5 dni.- powiedziałam, trochę smutna.
- Nie martw się, będzie dobrze.- pocieszał mnie Justin.
- Wiem to.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
Minęły 4 dni odkąd wyszłam ze szpitala, codziennie odwiedzamy naszą córeczkę, a już jutro będziemy mogli zabrać ją do domu.
- Kochanie, powinniśmy dać jej w końcu jakieś imię.- powiedział Justin, patrząc się na nasze dziecko, które leżało w szpitalnym łóżeczku.
- Masz racje co proponujesz?- zapytałam Biebera, a on rozłożył ręce.- Co powiesz na Crystal ?- zapytałam, a on się do mnie uśmiechnął.
- Podoba mi się. Pasuje do niej.- powiedział, a ja pogłaskałam dziecko po głowie.
- No więc Crystal.- uśmiechnęłam się szczerze do chłopaka, a on to odwzajemnił.
Następnego dnia.
Rano poszliśmy z Justinem do szpitala, żeby odebrać dziecko.
- Boże! tak się cieszę że możemy ją stąd zabrać !- Powiedziałam podekscytowana, a Biebs pocałował mnie w głowę.
- Dzień dobry, my przyszliśmy po naszą córkę.- powiedziałam do lekarza, kiedy go zobaczyłam.
- Ale pani dziecko zostało już dzisiaj odebrane.- powiedział doktor, a mnie zamurowało.
- Jak to odebrane? Przez kogo?- zaczęłam panikować.
- Przyszedł po nie taki miły chłopak, mówił że jest ojcem.
- Przecież to ja jestem ojcem !- wydarł się Bieber.
Po tym wszystkim co usłyszałam, miałam ochotę uciec. Nie ważne gdzie. Byłam pewna tego że to Zack zabrał moje dziecko. Po paru minutach próbowałam sie otrząsnąć i zobaczyłam że Justin dalej kłócił się z lekarzem.
- Pana chyba pojebało ! Jak pan mógł oddać moje dziecko komuś obcemu?!- Darł sie Justin, a ja postanowiłam to przerwać.
- Justin uspokój sie i chodź już do domu.- powiedziałam spokojnie.
- Nigdzie nie idę bez Crystal !
- Justin!I tak nic nie zrobisz ! Chodź ze mną do domu to coś wymyślimy!- powiedziałam już mniej spokojnie. Emocje rozsadzały mnie od środka, chciałam płakać, a Justin chyba to zauważył bo zgodził się, żeby wracać.
W domu czekała mnie kolejna niespodzianka. Justin poszedł jeszcze na chwilę do Chrisa, bo coś mu obiecał, a ja weszłam do sypialni. Na łóżku dostrzegłam kartkę. Bez zastanowienia ją podniosłam i zaczęłam czytać. Kiedy skończyłam, myślałam że zemdleję. Zack tam napisał że jeśli chcę odzyskać dziecko to mam się spakować i czekać na niego w parku o 17. A jeśli komuś powiem to dziecko zginie. Nie miałam wyjścia. Musiałam uratować dziecko. Zniszczyłam kartkę i ją wyrzuciłam, po czym spojrzałam na zegarek. Była 15 więc miałam jeszcze trochę czasu. Czym prędzej zaczęłam się pakować, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Około 16:30 kończyłam się już pakować. W pewnym momencie do pokoju wszedł Justin.
- Co robisz?- zapytał zdziwiony.
- Pakuję się.- stwierdziłam oschle i zapięłam walizkę.
- Co się stało? Po co się pakujesz ?- zapytał czule, ale słychać było zdenerwowanie w jego głosie.
- Wyjeżdżam.- powiedziałam i próbowałam wyjść z pokoju.
- Gdzie ty jedziesz ?- zapytał już dość mocno zdenerwowany chłopak.
- Wyjeżdżam z Zackiem, z resztą to nie twój interes. Wypuść mnie.
- Odbiło ci? Czemu ty z nim wyjeżdżasz? A ja ?- zapytał a mnie zrobiło się jeszcze bardziej przykro.
- Ty? Pff proszę cię! Myślisz że mi na tobie zależy ? Jesteś dla mnie nikim ! Równie dobrze mógł byś nie istnieć!- musiałam kłamać co sprawiało mi jeszcze większy ból.
- Nie mów tak! Jess, przecież cię znam i wiem że tak nie myślisz, wiem że coś do mnie czujesz!- Powiedział, a mnie chciało się płakać, ale nie mogłam.
- Ty nic o mnie nie wiesz ! Zostaw mnie w spokoju!Nic dla mnie nie znaczysz! Człowieku czy ty nie rozumiesz? Poleciałam na ciebie bo jesteś sławny! Nic więcej!- Powiedziałam a on spojrzał na mnie z żalem. Miałam ochotę się na niego rzucić, ale nie mogłam.
Już wychodziłam z domu i usłyszałam za sobą ciche " Ale ja cię kocham", które było przepełnione smutkiem i żalem. Nie chciałam tam iść, chciałam zostać, ale musiałam uratować Crystal. Boże! Czy on musi mi wszystko utrudniać?- pomyślałam, wychodząc, a po moim policzku spłynęła samotna łza. w połowie drogi zaczął padać deszcz. Dalej szlam w deszczu płacząc. Kiedy byłam już w parku, upadłam i płakałam. Po moim ciele spływały liczne strugo deszczu i było mi zimno. Siedziałam tak i płakałam pare minut, aż w końcu ktoś do mnie podszedł i wyciągnął do mnie dłoń. Podniosłam głowę ku górze i zobaczyłam Zacka.
- Wstawaj, jedziemy.- powiedział i zaprowadził mnie do samochodu...
___________________________
Dodałam ! Wiem ! Jest beznadziejny, nudny i wgl do niczego ale mam nadzieję że chociaż trochę się wam spodoba.
Komentujcie!! <33
Tagi:
Rozdział 26
Jeszcze przez jakiś czas siedziałam z Justinem, ale przez cały czas zastanawiałam się nad tym, do czego jeszcze zdolny był Zack. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mnie jeszcze skrzywdzi...
** Parę miesięcy później**
Za jakiś miesiąc będę rodzić i mam dość duży brzuszek. Justin czuje się dobrze i ciągle wokół mnie skacze jak bym miała umrzeć xD. Z drugiej strony to słodkie że tak się o mnie troszczy, ale denerwuje mnie to że co tydzień wysyła mnie na kontrole do lekarza ;P.
Siedzę właśnie z Cait i Seleną u mnie w pokoju, a Justin w salonie ze swoimi kolegami.
- To wiecie już jakiej płci jest dziecko?- zapytała podekscytowana Cait.
- Tak, będziemy mieli córeczkę.- Odpowiedziałam rozpromieniona na pytanie mojej przyjaciółki.
- Ooo Jak słodko! A wiecie już jak ją nazwiecie ?- zapytała Selena.
- Nie, nie możemy się zdecydować.
- A jakie imiona ci się podobają?- zapytały obie na raz.
- Nie wiem, ale nasza córeczka będzie miała wyjątkowe imię.- uśmiechnęłam się do przyjaciółek, po czym zaczęłyśmy wybierać sukienki w jakich pójdziemy na następną galę.
- Pokażcie cycki !!- Zaczął drzeć się Chris, wbiegając do mojego pokoju.
- Odwala?- zapytałam Kryśkę, po czym zaczęłam się śmiać.- Weź wgl wyjdź.- wskazałam w stronę drzwi.
- Niee ! Chcę tu zostać!- Krzyczał Chrisiak.
- Skoro nie...- powiedziałam po czym popatrzyłam jednoznacznie na dziewczyny a one wiedziały o co mi chodzi i wszystkie złapałyśmy Chrisa.
- To co najpierw Kryśka ? Manicure, Pedicure czy może makijaż ?- zapytałam z uśmiechem a Chris zrobił się czerwony.
- Wiecie, może ja jednak pójdę ?- powiedział i próbował wyrwać się z naszych objęć chłopak.
- Nic z tego! Dziewczyny, na fotel z nim !!-powiedziałam, po czym zaczęłam zabawę.
W rezultacie Chris wyglądał dość dziwnie. Miał czerwoną szminkę na ustach, doklejane rzęsy, troche złotego cieniu na powiekach i różowe tipsy. Dla wykończenia dodałam blond perukę, Jakąś miniówkę, rajstopy i oczywiście szpili. Musiałam oczywiście zrobić mu fotkę, którą potem wrzuciłam na Twittera. Miałyśmy z niego z dziewczynami niezły ubaw. Kiedy powoli się uspokoiłyśmy do pokoju wpadli chłopcy, kiedy zobaczyli kolegę zaczęli tarzać się po podłodze. Myślałam że nie wyrobię.
- No no Chris, muszę przyznać że w tych szpilkach masz całkiem zgrabne nogi.- Powiedział Justin, a Chris zaczął robić w nich rundki po pokoju, kręcąc przy tym tyłkiem.
- No, dobrze ci w czerwonym.- powiedział Ryan a Chris zaczął się do niego zbliżać.
- No chodź tu do mnie kochanie.- Powiedział Chris i zaczął wystawiać usta w stronę Ryana, zeby go pocałować, ale przerażony Ryan, próbując się wycofać napotkał szafę i do niej wpadł.
- O Kurwa! Narnia!!- zaczął drzeć się Ryan, a wszyscy wpadli w śmiech.
Przez resztę wieczoru nabijaliśmy się z Chrisa i postanowiliśmy że nasi znajomi będą u nas dzisiaj spali.
Kiedy rano wstałam pomaszerowałam do kuchni żeby zrobić sobie coś do jedzenia.
- Hej - powiedział wchodzący do kuchni Chris.
- Hej. Chcesz coś do jedzenia?- zapytałam nie patrząc na chłopaka.
- Nie dzięki.- powiedział i usiadł na krześle obok. Dopiero teraz uniosłam głowę. To co zobaczyłam nie było dość codziennym widokiem. Mianowicie, zobaczyłam Chrisa z rozmazanym tuszem pod oczami i roztartą szminką. No tak, geniusz położył sie z makijażem spać.- pomyślałam, po czym zrobiłam Facepalm'a.
- No co?- zapytał zdziwiony chłopak a ja się tylko zaśmiałam.
Po południu postanowiłam przejść się z Justinem na spacer. Chodziliśmy jakiś czas po parku, aż w pewnym momencie dopadło nas stado fotoreporterów. Starałam się ich ominąć, ale Paparazzi byli wszędzie. Zaczęłam dość szybko iść a Jus próbował mnie osłaniać. W pewnym momencie, wśród tłumu ujrzałam Zacka. Byłam tak przestraszona że nie zauważyłam ławki stojącej przede mną i się o nią potknęłam. Na moje nieszczęście upadłam prosto na brzuch. Justin czym prędzej zadzwonił po pogotowie a ja zwijałam sie z bólu. Paparazzi nic sobie z tego nie robili i zaczęli robić mi zdjęcia. Strasznie bałam się o to czy nic nie stało się dziecku. Po paru minutach nadjechała karetka i mnie zabrała. W szpitalu zrobili mi mnóstwo badań, po czym kazali mi leżeć i czekać na wyniki. Kiedy po jakimś czasie do sali wszedł lekarz Justin szybko do niego podbiegł.
- Jak z dzieckiem?- zapytał przestraszony Biebs.
- Proszę pana.. jest źle.- Powiedział lekarz a nas zamurowało.- Grozi pani poronienie- zwrócił się do mnie lekarz, a mnie do oczu napłynęły łzy, ale lekarz ciągnął dalej.- Musimy zrobić cesarskie cięcie, albo wywołać poród, żeby wszystko było dobrze, ale w przypadku tego drugiego istnieje ryzyko że dziecko nie urodzi się żywe.- Skończył wreszcie, a ja nie mogłam nic z siebie wydusić, nie wierzyłam że mogę stracić dziecko!
- Niech mnie pan tnie!- powiedziałam po chwili. Nie mogłam pozwolić żeby moje maleństwo umarło. Justin tylko mocno złapał mnie za rękę. Po chwili byłam wieziona na porodówkę i modliłam sie tylko żeby wszystko poszło dobrze...
_________________________________
Dodałam ! Już myślałam że nie napiszę ;) Tak się zastanawiam czy ktokolwiek wgl czyta moje wypociny xD
Komentujcie!! <33
** Parę miesięcy później**
Za jakiś miesiąc będę rodzić i mam dość duży brzuszek. Justin czuje się dobrze i ciągle wokół mnie skacze jak bym miała umrzeć xD. Z drugiej strony to słodkie że tak się o mnie troszczy, ale denerwuje mnie to że co tydzień wysyła mnie na kontrole do lekarza ;P.
Siedzę właśnie z Cait i Seleną u mnie w pokoju, a Justin w salonie ze swoimi kolegami.
- To wiecie już jakiej płci jest dziecko?- zapytała podekscytowana Cait.
- Tak, będziemy mieli córeczkę.- Odpowiedziałam rozpromieniona na pytanie mojej przyjaciółki.
- Ooo Jak słodko! A wiecie już jak ją nazwiecie ?- zapytała Selena.
- Nie, nie możemy się zdecydować.
- A jakie imiona ci się podobają?- zapytały obie na raz.
- Nie wiem, ale nasza córeczka będzie miała wyjątkowe imię.- uśmiechnęłam się do przyjaciółek, po czym zaczęłyśmy wybierać sukienki w jakich pójdziemy na następną galę.
- Pokażcie cycki !!- Zaczął drzeć się Chris, wbiegając do mojego pokoju.
- Odwala?- zapytałam Kryśkę, po czym zaczęłam się śmiać.- Weź wgl wyjdź.- wskazałam w stronę drzwi.
- Niee ! Chcę tu zostać!- Krzyczał Chrisiak.
- Skoro nie...- powiedziałam po czym popatrzyłam jednoznacznie na dziewczyny a one wiedziały o co mi chodzi i wszystkie złapałyśmy Chrisa.
- To co najpierw Kryśka ? Manicure, Pedicure czy może makijaż ?- zapytałam z uśmiechem a Chris zrobił się czerwony.
- Wiecie, może ja jednak pójdę ?- powiedział i próbował wyrwać się z naszych objęć chłopak.
- Nic z tego! Dziewczyny, na fotel z nim !!-powiedziałam, po czym zaczęłam zabawę.
W rezultacie Chris wyglądał dość dziwnie. Miał czerwoną szminkę na ustach, doklejane rzęsy, troche złotego cieniu na powiekach i różowe tipsy. Dla wykończenia dodałam blond perukę, Jakąś miniówkę, rajstopy i oczywiście szpili. Musiałam oczywiście zrobić mu fotkę, którą potem wrzuciłam na Twittera. Miałyśmy z niego z dziewczynami niezły ubaw. Kiedy powoli się uspokoiłyśmy do pokoju wpadli chłopcy, kiedy zobaczyli kolegę zaczęli tarzać się po podłodze. Myślałam że nie wyrobię.
- No no Chris, muszę przyznać że w tych szpilkach masz całkiem zgrabne nogi.- Powiedział Justin, a Chris zaczął robić w nich rundki po pokoju, kręcąc przy tym tyłkiem.
- No, dobrze ci w czerwonym.- powiedział Ryan a Chris zaczął się do niego zbliżać.
- No chodź tu do mnie kochanie.- Powiedział Chris i zaczął wystawiać usta w stronę Ryana, zeby go pocałować, ale przerażony Ryan, próbując się wycofać napotkał szafę i do niej wpadł.
- O Kurwa! Narnia!!- zaczął drzeć się Ryan, a wszyscy wpadli w śmiech.
Przez resztę wieczoru nabijaliśmy się z Chrisa i postanowiliśmy że nasi znajomi będą u nas dzisiaj spali.
Kiedy rano wstałam pomaszerowałam do kuchni żeby zrobić sobie coś do jedzenia.
- Hej - powiedział wchodzący do kuchni Chris.
- Hej. Chcesz coś do jedzenia?- zapytałam nie patrząc na chłopaka.
- Nie dzięki.- powiedział i usiadł na krześle obok. Dopiero teraz uniosłam głowę. To co zobaczyłam nie było dość codziennym widokiem. Mianowicie, zobaczyłam Chrisa z rozmazanym tuszem pod oczami i roztartą szminką. No tak, geniusz położył sie z makijażem spać.- pomyślałam, po czym zrobiłam Facepalm'a.
- No co?- zapytał zdziwiony chłopak a ja się tylko zaśmiałam.
Po południu postanowiłam przejść się z Justinem na spacer. Chodziliśmy jakiś czas po parku, aż w pewnym momencie dopadło nas stado fotoreporterów. Starałam się ich ominąć, ale Paparazzi byli wszędzie. Zaczęłam dość szybko iść a Jus próbował mnie osłaniać. W pewnym momencie, wśród tłumu ujrzałam Zacka. Byłam tak przestraszona że nie zauważyłam ławki stojącej przede mną i się o nią potknęłam. Na moje nieszczęście upadłam prosto na brzuch. Justin czym prędzej zadzwonił po pogotowie a ja zwijałam sie z bólu. Paparazzi nic sobie z tego nie robili i zaczęli robić mi zdjęcia. Strasznie bałam się o to czy nic nie stało się dziecku. Po paru minutach nadjechała karetka i mnie zabrała. W szpitalu zrobili mi mnóstwo badań, po czym kazali mi leżeć i czekać na wyniki. Kiedy po jakimś czasie do sali wszedł lekarz Justin szybko do niego podbiegł.
- Jak z dzieckiem?- zapytał przestraszony Biebs.
- Proszę pana.. jest źle.- Powiedział lekarz a nas zamurowało.- Grozi pani poronienie- zwrócił się do mnie lekarz, a mnie do oczu napłynęły łzy, ale lekarz ciągnął dalej.- Musimy zrobić cesarskie cięcie, albo wywołać poród, żeby wszystko było dobrze, ale w przypadku tego drugiego istnieje ryzyko że dziecko nie urodzi się żywe.- Skończył wreszcie, a ja nie mogłam nic z siebie wydusić, nie wierzyłam że mogę stracić dziecko!
- Niech mnie pan tnie!- powiedziałam po chwili. Nie mogłam pozwolić żeby moje maleństwo umarło. Justin tylko mocno złapał mnie za rękę. Po chwili byłam wieziona na porodówkę i modliłam sie tylko żeby wszystko poszło dobrze...
_________________________________
Dodałam ! Już myślałam że nie napiszę ;) Tak się zastanawiam czy ktokolwiek wgl czyta moje wypociny xD
Komentujcie!! <33
Tagi:
Rozdział 25
W pewnym momencie spojrzałam na publiczność i zobaczyłam Zack'a...
Przestraszyłam się jak go zobaczyłam, ale postanowiłam to olać. Jakoś przetrwałam ten wywiad i poszłam do własnej garderoby, a Jus poszedł do swojej. Kiedy weszłam do pomieszczenia, lekko się przestraszyłam, ponieważ na kanapie leżała jakaś kurtka. Gdy weszłam dalej to już całkiem zdrętwiałam, bo zobaczyłam stojącego naprzeciwko mnie Zack'a.
- Co ty tu do cholery robisz?!- wydarłam się przestraszona.
- Spokojnie mała. Przyszedłem cię odbić temu idiocie.-Powiedział a ja się przestraszyłam.
- Weź mnie zostaw !
- Oj nie opieraj się tak, przecież wiem że na mnie lecisz.
- To cie chyba pojebało! Zostaw mnie w spokoju!- wydarłam się po raz kolejny.
- Jak chcesz, ale niedługo i tak nie będzie już przy tobie Justina i wrócisz do mnie.- powiedział z cwanym uśmiechem i wyszedł. Nie wiedziałam o co mu chodziło ale okej.
Roztrzęsiona przebrałam się w cos normalnego i razem z Justinem wróciłam do domu. Nie chciałam nikomu mówić o tym że zack do mnie przyszedł. Kiedy byliśmy już w domu była 23:00. Szybko sie przebrałam i poszłam spać, a Justin razem ze mną.
**2 Tygodnie później**
Siedzę sobie w salonie z Cait, Chrisem i Ryanem, chłopcy odwalają jakąś szopkę a my z Cait zajujemy się babskimi sprawami.
- Tak właściwie to czemu Selena nie przyszła?- zapytała moja przyjaciółka.
- Bo wyjechała do Paryża. W sumie nie wiem po co.
- Aha. A czemu Justina jeszcze nie ma?- Zapytała po raz drugi Cait.
- Nie wiem, powinien wrócić pół godziny temu. Zadzwonię do niego,- Powiedziałam i pobiegłam po telefon.
Justin nie odbierał. Trochę się przestraszyłam ale uznałam że może telefon mu sie rozładował. Odłożyłam telefon i zaczęłam rozmawiać dalej z przyjaciółką. Po paru minutach mój telefon zaczął dzwonić. Pewna że to Justin podbiegłam szczęśliwa do telefonu.
- Halo?
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z panią Jessicą ?
- Ym, Tak. Kto mówi?- zapytałam niepewnie. Czułam że coś jest nie tak.
- Dzwonię ze szpitala. Pani chłopak miał wypadek.- Po tych słowach nie wiedziałam co mam zrobić.
Rzuciłam telefon i wyszłam z domu.Po policzkach pociekły mi łzy.
- Jess! Czekaj! Co sie stało?- zaczęli wołać moi przyjaciele, biegnąc za mną. Nic im nie powiedziałam, tylko zaczęłam otwierać drzwi mojego samochodu.
- Jess! Co jest?- złapał mnie za rękę Chris.
- Justin miał wypadek!- powiedziałam i wsiadłam do samochodu.
- Gdzie jedziesz?- zapytali
- Do szpitala, a gdzie mam niby jechać?1- zapytałam z ironią.
- Pojedziemy z Tobą- powiedział Ryan, a ja się zgodziłam.
Po paru minutach byliśmy juz w szpitalu, pierwsze co zrobiłam to podbiegłam do lekarza żeby o wszystko zapytać. Z tego co się dowiedziałam to ktoś zajechał Justinowi drogę, a on próbując go wyminąć wjechał w drzewo.Podobno ledwo to przeżył, ale teraz jego stan jest stabilny. Przerażona wbiegłam na sale w której leżał mój chłopak.
- O Boże !! Justin Nic ci nie jest ?!- zaczęłam krzyczeć przerażona, widząc że chłopak się budzi.
- Jess, spokojnie wszystko jest dobrze. Po tych słowach dostałam SMS'a.
OD: Nieznany
Tym razem przeżył ale następnym razem może nie mieć tyle szczęścia.Lepiej go pilnuj -Z
Kiedy to przeczytałam to zamarłam. Czyli to o to chodziło wtedy Zackowi i to nie był przypadek że JB tu teraz leży- pomyślałam.
- Od kogo to? Coś się stało?- zapytał zaniepokojony biebs, widząc moją minę.
- Nie to nic takiego kochanie.- powiedziałam uśmiechając się sztucznie.
Jeszcze przez jakiś czas siedziałam z Justinem, ale przez cały czas zastanawiałam się nad tym, do czego jeszcze zdolny był Zack. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mnie jeszcze skrzywdzi...
________________________________________
No dobra, dodałam rozdział. Przepraszam że taki krótki ale nie miałam za bardzo "weny" xD
Komentujcie !!
Przestraszyłam się jak go zobaczyłam, ale postanowiłam to olać. Jakoś przetrwałam ten wywiad i poszłam do własnej garderoby, a Jus poszedł do swojej. Kiedy weszłam do pomieszczenia, lekko się przestraszyłam, ponieważ na kanapie leżała jakaś kurtka. Gdy weszłam dalej to już całkiem zdrętwiałam, bo zobaczyłam stojącego naprzeciwko mnie Zack'a.
- Co ty tu do cholery robisz?!- wydarłam się przestraszona.
- Spokojnie mała. Przyszedłem cię odbić temu idiocie.-Powiedział a ja się przestraszyłam.
- Weź mnie zostaw !
- Oj nie opieraj się tak, przecież wiem że na mnie lecisz.
- To cie chyba pojebało! Zostaw mnie w spokoju!- wydarłam się po raz kolejny.
- Jak chcesz, ale niedługo i tak nie będzie już przy tobie Justina i wrócisz do mnie.- powiedział z cwanym uśmiechem i wyszedł. Nie wiedziałam o co mu chodziło ale okej.
Roztrzęsiona przebrałam się w cos normalnego i razem z Justinem wróciłam do domu. Nie chciałam nikomu mówić o tym że zack do mnie przyszedł. Kiedy byliśmy już w domu była 23:00. Szybko sie przebrałam i poszłam spać, a Justin razem ze mną.
**2 Tygodnie później**
Siedzę sobie w salonie z Cait, Chrisem i Ryanem, chłopcy odwalają jakąś szopkę a my z Cait zajujemy się babskimi sprawami.
- Tak właściwie to czemu Selena nie przyszła?- zapytała moja przyjaciółka.
- Bo wyjechała do Paryża. W sumie nie wiem po co.
- Aha. A czemu Justina jeszcze nie ma?- Zapytała po raz drugi Cait.
- Nie wiem, powinien wrócić pół godziny temu. Zadzwonię do niego,- Powiedziałam i pobiegłam po telefon.
Justin nie odbierał. Trochę się przestraszyłam ale uznałam że może telefon mu sie rozładował. Odłożyłam telefon i zaczęłam rozmawiać dalej z przyjaciółką. Po paru minutach mój telefon zaczął dzwonić. Pewna że to Justin podbiegłam szczęśliwa do telefonu.
- Halo?
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z panią Jessicą ?
- Ym, Tak. Kto mówi?- zapytałam niepewnie. Czułam że coś jest nie tak.
- Dzwonię ze szpitala. Pani chłopak miał wypadek.- Po tych słowach nie wiedziałam co mam zrobić.
Rzuciłam telefon i wyszłam z domu.Po policzkach pociekły mi łzy.
- Jess! Czekaj! Co sie stało?- zaczęli wołać moi przyjaciele, biegnąc za mną. Nic im nie powiedziałam, tylko zaczęłam otwierać drzwi mojego samochodu.
- Jess! Co jest?- złapał mnie za rękę Chris.
- Justin miał wypadek!- powiedziałam i wsiadłam do samochodu.
- Gdzie jedziesz?- zapytali
- Do szpitala, a gdzie mam niby jechać?1- zapytałam z ironią.
- Pojedziemy z Tobą- powiedział Ryan, a ja się zgodziłam.
Po paru minutach byliśmy juz w szpitalu, pierwsze co zrobiłam to podbiegłam do lekarza żeby o wszystko zapytać. Z tego co się dowiedziałam to ktoś zajechał Justinowi drogę, a on próbując go wyminąć wjechał w drzewo.Podobno ledwo to przeżył, ale teraz jego stan jest stabilny. Przerażona wbiegłam na sale w której leżał mój chłopak.
- O Boże !! Justin Nic ci nie jest ?!- zaczęłam krzyczeć przerażona, widząc że chłopak się budzi.
- Jess, spokojnie wszystko jest dobrze. Po tych słowach dostałam SMS'a.
OD: Nieznany
Tym razem przeżył ale następnym razem może nie mieć tyle szczęścia.Lepiej go pilnuj -Z
Kiedy to przeczytałam to zamarłam. Czyli to o to chodziło wtedy Zackowi i to nie był przypadek że JB tu teraz leży- pomyślałam.
- Od kogo to? Coś się stało?- zapytał zaniepokojony biebs, widząc moją minę.
- Nie to nic takiego kochanie.- powiedziałam uśmiechając się sztucznie.
Jeszcze przez jakiś czas siedziałam z Justinem, ale przez cały czas zastanawiałam się nad tym, do czego jeszcze zdolny był Zack. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mnie jeszcze skrzywdzi...
________________________________________
No dobra, dodałam rozdział. Przepraszam że taki krótki ale nie miałam za bardzo "weny" xD
Komentujcie !!
Tagi:
Rozdział 24
http://demotywatory.pl/3657064/UDOSTEPNIJ Ludzie to jest na serio ważne !! Nie możemy pozwolić na to żeby ACTA zablokowało nam INTERNET !!!
Tagi:
link
- Jeszcze tego pożałujesz Suko!- zaczął krzyczeć Zack, jednocześnie odchodząc.
- Jessica! Nic ci nie jest?- zapytał Justin, mocno mnie przytulając.
- Nie, nic. Wracajmy już do domu.
- Przecież nie szarpał cie dla zabawy. Powiedz co się stało! Kto to był?!- denerwował się Justin.
- Powiem ci potem, chodźmy już do domu. Proszę.- jak chcesz.- powiedział JB, po czym złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę domu.
Kiedy wróciliśmy do domu, wpadłam do pokoju i usiadłam przed komputerem. Pierwsze co zrobiłam to weszłam na Twittera.
przeczytałam Tweety od fanów i Reetwet'nęłam niektóre.
Kiedy odeszłam od komputera Pattie zaczęła już wołać na obiad.
- Denerwuję się.- powiedziałam do Jusa a on mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Ja też się denerwuję ale skoro tak zdecydowałaś, to ci ufam.
- Dobra, czas iść- powiedziałam przygładzając sukienkę.
Zeszliśmy z Justinem na dół i usiedliśmy do stołu, czekając aż Mama przyniesie jedzenie. Strasznie się denerwuję, ale muszę im powiedzieć. Nie mogę dłużej czekać.
- Smacznego!- powiedziała mama, kiedy przyniosła jedzenie, a następnie usiadła.
- My chcieliśmy coś powiedzieć.- oznajmiliśmy razem z Justinem, wstając.
- Więc mówcie.- powiedziała uśmiechnięta Pattie.
- No więc...- popatrzyłam na Justa, a on skinął głową i się uśmiechną.-... My spodziewamy się dziecka !- wydusiłam to z siebie, po czym przytuliłam Justina.
Wszyscy mieli grobowe miny i nie wiedzieli co powiedzieć. Patrzyliśmy na nich z Bieber'em, aż w końcu odezwała się Pattie.
- Trochę mnie zaskoczyliście.- zaczęła, a ja coraz bardziej się denerwowałam.- Uważam, że jesteście trochę za młodzi na dziecko, ale czasu nie cofnę, więc jedyne co mogę teraz zrobić to cieszyć się że będę babcią. Gratuluję wam!- dokończyła i nas wyściskała, a mnie ulżyło.
Spojrzałam na moja mamę a ona poparła Pattie.
Przez resztę obiadu, wszyscy pytali czy znamy płeć dziecka i jak je chcemy nazwać. Czułam się trochę dziwnie, ale cieszyłam się że rodzice nie byli na nas źli.
Miesiąc Później
Mam już lekki brzuszek. Byliśmy z Justinem na badaniach, na początku nie chcieliśmy znać płci dziecka, ale potem jednak zmieniliśmy zdanie. Mam urodzić śliczną córeczkę. Strasznie sie z Justinem cieszymy z powodu dziecka. Co do mediów, wszyscy już wiedzą o ciąży, z tego powodu ciągle jestem zapraszana do jakichś programów. Dzisiaj jestem zaproszona razem z Justinem do Ellen na godzinę 17:00, jest dopiero godzina 15:00 wiec mam czas... Moment już 15 ?! Przecież ja nie zdążę !!
- Justin wyłaź z łazienki bo nie zdążę !!- Darłam sie w stronę drzwi od łazienki, po czym przypomniałam sobie że mogę skorzystać z innej.- Dobra zostań tam, idę do innej !
Kiedy byłam już w łazience, umyłam się, delikatnie pomalowałam i ubrałam.
Przejrzałam sie w lusterku i byłam zadowolona z efektu. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Justina.
- Kochanie, na pewno w tym nie pójdziesz, idź się przebrać.- powiedział mój chłopak.
- Aż tak źle wyglądam?- zapytałam.
- Nie, wręcz przeciwnie. Wyglądasz wspaniale.- powiedział JB a ja się wkurzyłam.
- Wiec czemu mam sie przebrać?!- zapytałam poirytowana.
- Ponieważ jesteś w ciąży i nie możesz nosić szpilek, poza tym wszyscy chłopcy zżerali by cię wzrokiem.- Powiedział mój chłopak, po czym sie uśmiechnął.
- A kto by chciał ciężarna dziewczynę.- powiedziałlam
- Ja!- Odpowiedział Justin, po czym mnie przytulił od tyłu, łapiąc przy okazji za mój brzuch.
- Dobra, chodźmy już.- powiedziałam i chciałam już iść ale Justin złapał mnie za rękę.
- Nie zapomniałaś o czymś? Miałaś się przebrać.
- Nie! Dobrze jest, chodźmy już bo się spóźnimy.- próbowałam negocjować.
- Nigdzie nie idę, dopóki nie zdejmiesz tych szpilek.- oznajmił JB.
- Justin nie przesadzaj! Nie są aż tak wysokie. Nie będę się już przebierała!- powiedziałam pewna siebie.
- No dobrze, skoro nie chcesz ich zdjąć to ja cię będę nosił. - powiedział Justin, po czym wziął mnie na ręce.
- Pojebało cię?- zapytałam rozbawiona. On nic nie odpowiedział, tylko zaniósł mnie do limuzyny.
Kiedy byliśmy już na miejscu, Ellen wykrzyczała nasze imiona a JB wziął mnie znowu na ręce i wniósł do studia. Ogółem to jego chyba na serio pojebało, ale nie ważne. Justin posadził mnie na kanapie, a sam usiadł obok. W pewnym momencie spojrzałam na publiczność i zobaczyłam Zack'a...
__________________________________________
Dobra, dodałam nn. Beznadziejny i nudny, ale jest.
Zastanawiam sie ostatnio, czy ktokolwiek to czyta i zastanawiam się nad zawieszeniem bloga.
15 komentarzy nn.
Komentujcie !! <3
- Jessica! Nic ci nie jest?- zapytał Justin, mocno mnie przytulając.
- Nie, nic. Wracajmy już do domu.
- Przecież nie szarpał cie dla zabawy. Powiedz co się stało! Kto to był?!- denerwował się Justin.
- Powiem ci potem, chodźmy już do domu. Proszę.- jak chcesz.- powiedział JB, po czym złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę domu.
Kiedy wróciliśmy do domu, wpadłam do pokoju i usiadłam przed komputerem. Pierwsze co zrobiłam to weszłam na Twittera.
przeczytałam Tweety od fanów i Reetwet'nęłam niektóre.
Kiedy odeszłam od komputera Pattie zaczęła już wołać na obiad.
- Denerwuję się.- powiedziałam do Jusa a on mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Ja też się denerwuję ale skoro tak zdecydowałaś, to ci ufam.
- Dobra, czas iść- powiedziałam przygładzając sukienkę.
Zeszliśmy z Justinem na dół i usiedliśmy do stołu, czekając aż Mama przyniesie jedzenie. Strasznie się denerwuję, ale muszę im powiedzieć. Nie mogę dłużej czekać.
- Smacznego!- powiedziała mama, kiedy przyniosła jedzenie, a następnie usiadła.
- My chcieliśmy coś powiedzieć.- oznajmiliśmy razem z Justinem, wstając.
- Więc mówcie.- powiedziała uśmiechnięta Pattie.
- No więc...- popatrzyłam na Justa, a on skinął głową i się uśmiechną.-... My spodziewamy się dziecka !- wydusiłam to z siebie, po czym przytuliłam Justina.
Wszyscy mieli grobowe miny i nie wiedzieli co powiedzieć. Patrzyliśmy na nich z Bieber'em, aż w końcu odezwała się Pattie.
- Trochę mnie zaskoczyliście.- zaczęła, a ja coraz bardziej się denerwowałam.- Uważam, że jesteście trochę za młodzi na dziecko, ale czasu nie cofnę, więc jedyne co mogę teraz zrobić to cieszyć się że będę babcią. Gratuluję wam!- dokończyła i nas wyściskała, a mnie ulżyło.
Spojrzałam na moja mamę a ona poparła Pattie.
Przez resztę obiadu, wszyscy pytali czy znamy płeć dziecka i jak je chcemy nazwać. Czułam się trochę dziwnie, ale cieszyłam się że rodzice nie byli na nas źli.
Miesiąc Później
Mam już lekki brzuszek. Byliśmy z Justinem na badaniach, na początku nie chcieliśmy znać płci dziecka, ale potem jednak zmieniliśmy zdanie. Mam urodzić śliczną córeczkę. Strasznie sie z Justinem cieszymy z powodu dziecka. Co do mediów, wszyscy już wiedzą o ciąży, z tego powodu ciągle jestem zapraszana do jakichś programów. Dzisiaj jestem zaproszona razem z Justinem do Ellen na godzinę 17:00, jest dopiero godzina 15:00 wiec mam czas... Moment już 15 ?! Przecież ja nie zdążę !!
- Justin wyłaź z łazienki bo nie zdążę !!- Darłam sie w stronę drzwi od łazienki, po czym przypomniałam sobie że mogę skorzystać z innej.- Dobra zostań tam, idę do innej !
Kiedy byłam już w łazience, umyłam się, delikatnie pomalowałam i ubrałam.
Przejrzałam sie w lusterku i byłam zadowolona z efektu. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam Justina.
- Kochanie, na pewno w tym nie pójdziesz, idź się przebrać.- powiedział mój chłopak.
- Aż tak źle wyglądam?- zapytałam.
- Nie, wręcz przeciwnie. Wyglądasz wspaniale.- powiedział JB a ja się wkurzyłam.
- Wiec czemu mam sie przebrać?!- zapytałam poirytowana.
- Ponieważ jesteś w ciąży i nie możesz nosić szpilek, poza tym wszyscy chłopcy zżerali by cię wzrokiem.- Powiedział mój chłopak, po czym sie uśmiechnął.
- A kto by chciał ciężarna dziewczynę.- powiedziałlam
- Ja!- Odpowiedział Justin, po czym mnie przytulił od tyłu, łapiąc przy okazji za mój brzuch.
- Dobra, chodźmy już.- powiedziałam i chciałam już iść ale Justin złapał mnie za rękę.
- Nie zapomniałaś o czymś? Miałaś się przebrać.
- Nie! Dobrze jest, chodźmy już bo się spóźnimy.- próbowałam negocjować.
- Nigdzie nie idę, dopóki nie zdejmiesz tych szpilek.- oznajmił JB.
- Justin nie przesadzaj! Nie są aż tak wysokie. Nie będę się już przebierała!- powiedziałam pewna siebie.
- No dobrze, skoro nie chcesz ich zdjąć to ja cię będę nosił. - powiedział Justin, po czym wziął mnie na ręce.
- Pojebało cię?- zapytałam rozbawiona. On nic nie odpowiedział, tylko zaniósł mnie do limuzyny.
Kiedy byliśmy już na miejscu, Ellen wykrzyczała nasze imiona a JB wziął mnie znowu na ręce i wniósł do studia. Ogółem to jego chyba na serio pojebało, ale nie ważne. Justin posadził mnie na kanapie, a sam usiadł obok. W pewnym momencie spojrzałam na publiczność i zobaczyłam Zack'a...
__________________________________________
Dobra, dodałam nn. Beznadziejny i nudny, ale jest.
Zastanawiam sie ostatnio, czy ktokolwiek to czyta i zastanawiam się nad zawieszeniem bloga.
15 komentarzy nn.
Komentujcie !! <3
Tagi:
Rozdział 23
- Spokojnie, umówiłem cie z najlepszym lekarzem i jutro usuwamy ciąże.- Jak to usłyszałam to myślałam że umrę. On chce zabić nasze dziecko?! Czy jego Pojebało?
- Że co Kurwa?!
- Powiedziałem że umówiłem cię z lekarzem na abor..- nie dałam mu dokończyć.
- Wiem na co mnie umówiłeś. Nie zgadzam się! Rozumiesz? Nie pozwolę zabić naszego dziecka!- mówiąc to, miałam szklanki w oczach.
- Ale Jessica ! Musisz to zrobić! Jak ty sobie to wyobrażasz? Dziecko zniszczy nam życie, jesteśmy na to za młodzi. Poza tym dziecko może, popsuć naszą karierę i..
- No jasne! Więc nasze dziecko zniszczy ci życie? Kariera jest dla ciebie ważniejsza, niż życie naszego dziecka? Niż ja?- Byłam wściekła na Justina. Jak on mógł coś takiego powiedzieć?
-Nie o to mi chodzi, zrozum!
- Więc o co? Bo ja juz nie rozumiem.
- Chodzi o to ze, zbyt długo na to wszystko pracowałem, żeby wszystko zepsuć i to przez jakiś pieprzony wypadek. Przecież to jest jakaś pomyła!
- Aha, czyli ja i nasze dziecko jesteśmy jakąś tam pomyłką? Świetnie! Wiesz co masz racje, to nie powinno się wydażyć, ale nie to że zaszłam w ciążę, tylko to że się w ogóle poznaliśmy! Dużo szczęśliwsza bym teraz była ilepiej by było, gdybym wzdychała do twoich plakatów, z nadzieją że kiedyś cię spotkam, niż gdybym przechodziła przez to wszystko co się wydarzyło przez ostatni rok !- Wykrzyczałam Bieber'owi w twarz i zapłakana wybiegłam z domu. Miałam na sobie tylko sweter i było mi trochę chłodno. Nie miałam gdzie iść więc usiadłam na huśtawce za domem. Zaczęłam się bujać i zaczął padać śnieg. Przez chwilę czułam się jak w śnieżnej kuli. Miałam wrażenie że ktoś nią dość mocno potrząsną i wtedy zawirowało całe moje życie.
Po policzku spłynęła mi łza, po czym spadła na śnieg, robiąc w nim dziurę. W tym momencie zauważyłam przez dziurkę w śniegu coś co mnie zainteresowało. Szybko zeszłam z huśtawki i zaczęłam odgarniać śnieg. Pod warstwą śniegu zobaczyłam serce wyryte w ziemi i nagle przypomniało mi się że sama je tam zrobiłam, kiedy zaczęłam chodzić z Justinem, przypomniało mi sie też to, jaka byłam wtedy szczęśliwa i jak bardzo tamto życie odbiegało od obecnego.
Z wspomnień wyrwał mnie dźwięk zatrzaśnięcia drzwi, zza których wyłonił się Bieber.
- Jess !- krzykną Biebs, kiedy mnie zobaczył i zaczął do mnie biec.- Przepraszam cię, miałaś rację z tym co powiedziałaś. nie powinniśmy usuwać ciąży, równie dobrze moja mama mogła tak zrobić, ale wtedy nie była by taka szczęśliwa jak jest teraz. Nie chcę cię stracić i naszego dzieck też nie! Przepraszam cię!- powiedział Justin a ja uniosłam głowę i się uśmiechnęłam.
- Justin, kocham cię. Nie chcę się kłucić. - powiedziałam po czym znowu spuściłam głowę, wgapiając sie w serce.
- Ja ciebie też kocham skarbie. A właściwie, to czemu siedzisz w śniegu?- zapytał zdziwiony chłopak.
-Spójrz- powiedziałam, po czym wskazałam palcem na serce. Justin się przybliżył i dokładnie przyjrzał.
- Co to jest?- zapytał zdziwiony.
- Serce, zrobiłam je, kiedy zaczęliśmy razem chodzić. Było tu tyle czasu, a ja nawet o tym nie wiedziałam. Kiedy się kłóciliśmy, kiedy chciałam się zabić, kiedy byliśmy szczęśliwi; ono cały czas tu było.- powiedziałam a po policzku spłynęła mi łza. Justin mnie mocno przytulił, a potem pocałował. Na początku był to zwykły całus, ale potem przerodził się w namiętny pocałunek.
- Wracajmy do domu, bo się przeziębisz.- powiedział Justin kiedy skończyliśmy się całować.
- Dobrze- powiedziałam krótko, a następnie udałam się razem z Justem do domu.
- O1 hej ! gdzie byliście?- zapytała Pattie, która aktualnie robiła coś w kuchni.
- Byliśmy się przewietrzyć.- powiedział Justin i weszliśmy na górę.
- Justin- zaczęłam, kiedy byliśmy już u mnie w pokoju.- Chciała bym powiedzieć wszystkim dzisiaj o tej ciąży. Nie mówię o mediach tylko o rodzinie.- dokończyłam, a Justin spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jesteś tego pewna?- zapytał.
-Oczywiście, im prędzej im powiemy, tym lepiej.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Dobrze, jak chcesz, to może przy obiedzie?
- Dobrze.- odpowiedziałam po czym przytuliłam mojego chłopaka.
- Wiesz, nie chce mi się tu siedzieć. Może się przejdziemy?- zapytał JB.
- Jasne!- Krzyknęłam i wybiegłam z pokoju. na dole założyłam tylko buty i kurtkę,a następnie wyszliśmy.
- O zobacz! Kawiarnia! Może coś zamówimy?- zapytał Justin po 30 minutach chodzenia.
- Jasne, ale weź na wynos, nie chce mi się siedzieć w kawiarni.- powiedziałam, po czym Justin wszedł do środka. Zobaczyłam że w środku jest duża kolejka, więc usiadłam na jakiejś ławce.
- Jessica! Witaj! Dawno się nie widzieliśmy.- powiedział jakiś stojący nade mną chłopak, a ja uniosłam głowę.
Tak samo jak szybko usiadłam, tak i wstałam. Chłopak który stał obok, okazał się nikim innym jak Zack'iem, moim byłym chłopakiem. Rozstaliśmy się, ponieważ miał na moim punkcie obsesję i nawet pies nie mógł się do mnie zbliżyć. Był zazdrosny o wszystko, nawet o moją mamę., , raz mnie o mało co nawet nie zabił.Poza tym 1 rok siedział w psychiatryku, Ale o tym dowidziałam się dopiero przed zerwaniem
- Hej Zack.- powiedziałam nie pewnie.
- Chcesz się przejść? Pogadamy i wgl.
- Nie, przepraszam ale jestem z chłopakiem.
- Tak, słyszałem. Chodzisz z niejakim Bieber'em. Jessica, proszę cię wróć do mnie! Zasługujesz na kogoś lepszego niż ten pedał!- powiedział Zack, a ja miałam ochotę go zabić.
- Justin to nie Pedał! A z tobą już nigdy nie będę! jesteś idiotą!
- Tylko nie takim tonem mała!- Powiedział mój były po czym zaczął mnie szarpać. W tym momencie przybiegł Bieber z kawami. kiedy zobaczył mnie i Zacka odstawił kawy i odepchnął Zacka.
- Jeszcze tego pożałujesz Suko!- zaczął krzyczeć Zack, jednocześnie odchodząc.
- jessica! Nic ci nie jest?- zapytał Justin, mocno mnie przytulając.
- Nie, nic. Wracajmy już do domu.
______________________________________
Mam nadzieję że wam się podoba ;) Miałam trochę więcej czasu i zastanawiałam się czy nie napisać dłuższego, ale uznałam że nie będę przesadzać xD Mało komentarzy dodajecie...
Komentujcie! <3
- Że co Kurwa?!
- Powiedziałem że umówiłem cię z lekarzem na abor..- nie dałam mu dokończyć.
- Wiem na co mnie umówiłeś. Nie zgadzam się! Rozumiesz? Nie pozwolę zabić naszego dziecka!- mówiąc to, miałam szklanki w oczach.
- Ale Jessica ! Musisz to zrobić! Jak ty sobie to wyobrażasz? Dziecko zniszczy nam życie, jesteśmy na to za młodzi. Poza tym dziecko może, popsuć naszą karierę i..
- No jasne! Więc nasze dziecko zniszczy ci życie? Kariera jest dla ciebie ważniejsza, niż życie naszego dziecka? Niż ja?- Byłam wściekła na Justina. Jak on mógł coś takiego powiedzieć?
-Nie o to mi chodzi, zrozum!
- Więc o co? Bo ja juz nie rozumiem.
- Chodzi o to ze, zbyt długo na to wszystko pracowałem, żeby wszystko zepsuć i to przez jakiś pieprzony wypadek. Przecież to jest jakaś pomyła!
- Aha, czyli ja i nasze dziecko jesteśmy jakąś tam pomyłką? Świetnie! Wiesz co masz racje, to nie powinno się wydażyć, ale nie to że zaszłam w ciążę, tylko to że się w ogóle poznaliśmy! Dużo szczęśliwsza bym teraz była ilepiej by było, gdybym wzdychała do twoich plakatów, z nadzieją że kiedyś cię spotkam, niż gdybym przechodziła przez to wszystko co się wydarzyło przez ostatni rok !- Wykrzyczałam Bieber'owi w twarz i zapłakana wybiegłam z domu. Miałam na sobie tylko sweter i było mi trochę chłodno. Nie miałam gdzie iść więc usiadłam na huśtawce za domem. Zaczęłam się bujać i zaczął padać śnieg. Przez chwilę czułam się jak w śnieżnej kuli. Miałam wrażenie że ktoś nią dość mocno potrząsną i wtedy zawirowało całe moje życie.
Po policzku spłynęła mi łza, po czym spadła na śnieg, robiąc w nim dziurę. W tym momencie zauważyłam przez dziurkę w śniegu coś co mnie zainteresowało. Szybko zeszłam z huśtawki i zaczęłam odgarniać śnieg. Pod warstwą śniegu zobaczyłam serce wyryte w ziemi i nagle przypomniało mi się że sama je tam zrobiłam, kiedy zaczęłam chodzić z Justinem, przypomniało mi sie też to, jaka byłam wtedy szczęśliwa i jak bardzo tamto życie odbiegało od obecnego.
Z wspomnień wyrwał mnie dźwięk zatrzaśnięcia drzwi, zza których wyłonił się Bieber.
- Jess !- krzykną Biebs, kiedy mnie zobaczył i zaczął do mnie biec.- Przepraszam cię, miałaś rację z tym co powiedziałaś. nie powinniśmy usuwać ciąży, równie dobrze moja mama mogła tak zrobić, ale wtedy nie była by taka szczęśliwa jak jest teraz. Nie chcę cię stracić i naszego dzieck też nie! Przepraszam cię!- powiedział Justin a ja uniosłam głowę i się uśmiechnęłam.
- Justin, kocham cię. Nie chcę się kłucić. - powiedziałam po czym znowu spuściłam głowę, wgapiając sie w serce.
- Ja ciebie też kocham skarbie. A właściwie, to czemu siedzisz w śniegu?- zapytał zdziwiony chłopak.
-Spójrz- powiedziałam, po czym wskazałam palcem na serce. Justin się przybliżył i dokładnie przyjrzał.
- Co to jest?- zapytał zdziwiony.
- Serce, zrobiłam je, kiedy zaczęliśmy razem chodzić. Było tu tyle czasu, a ja nawet o tym nie wiedziałam. Kiedy się kłóciliśmy, kiedy chciałam się zabić, kiedy byliśmy szczęśliwi; ono cały czas tu było.- powiedziałam a po policzku spłynęła mi łza. Justin mnie mocno przytulił, a potem pocałował. Na początku był to zwykły całus, ale potem przerodził się w namiętny pocałunek.
- Wracajmy do domu, bo się przeziębisz.- powiedział Justin kiedy skończyliśmy się całować.
- Dobrze- powiedziałam krótko, a następnie udałam się razem z Justem do domu.
- O1 hej ! gdzie byliście?- zapytała Pattie, która aktualnie robiła coś w kuchni.
- Byliśmy się przewietrzyć.- powiedział Justin i weszliśmy na górę.
- Justin- zaczęłam, kiedy byliśmy już u mnie w pokoju.- Chciała bym powiedzieć wszystkim dzisiaj o tej ciąży. Nie mówię o mediach tylko o rodzinie.- dokończyłam, a Justin spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jesteś tego pewna?- zapytał.
-Oczywiście, im prędzej im powiemy, tym lepiej.- powiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Dobrze, jak chcesz, to może przy obiedzie?
- Dobrze.- odpowiedziałam po czym przytuliłam mojego chłopaka.
- Wiesz, nie chce mi się tu siedzieć. Może się przejdziemy?- zapytał JB.
- Jasne!- Krzyknęłam i wybiegłam z pokoju. na dole założyłam tylko buty i kurtkę,a następnie wyszliśmy.
- O zobacz! Kawiarnia! Może coś zamówimy?- zapytał Justin po 30 minutach chodzenia.
- Jasne, ale weź na wynos, nie chce mi się siedzieć w kawiarni.- powiedziałam, po czym Justin wszedł do środka. Zobaczyłam że w środku jest duża kolejka, więc usiadłam na jakiejś ławce.
- Jessica! Witaj! Dawno się nie widzieliśmy.- powiedział jakiś stojący nade mną chłopak, a ja uniosłam głowę.
Tak samo jak szybko usiadłam, tak i wstałam. Chłopak który stał obok, okazał się nikim innym jak Zack'iem, moim byłym chłopakiem. Rozstaliśmy się, ponieważ miał na moim punkcie obsesję i nawet pies nie mógł się do mnie zbliżyć. Był zazdrosny o wszystko, nawet o moją mamę., , raz mnie o mało co nawet nie zabił.Poza tym 1 rok siedział w psychiatryku, Ale o tym dowidziałam się dopiero przed zerwaniem
- Hej Zack.- powiedziałam nie pewnie.
- Chcesz się przejść? Pogadamy i wgl.
- Nie, przepraszam ale jestem z chłopakiem.
- Tak, słyszałem. Chodzisz z niejakim Bieber'em. Jessica, proszę cię wróć do mnie! Zasługujesz na kogoś lepszego niż ten pedał!- powiedział Zack, a ja miałam ochotę go zabić.
- Justin to nie Pedał! A z tobą już nigdy nie będę! jesteś idiotą!
- Tylko nie takim tonem mała!- Powiedział mój były po czym zaczął mnie szarpać. W tym momencie przybiegł Bieber z kawami. kiedy zobaczył mnie i Zacka odstawił kawy i odepchnął Zacka.
- Jeszcze tego pożałujesz Suko!- zaczął krzyczeć Zack, jednocześnie odchodząc.
- jessica! Nic ci nie jest?- zapytał Justin, mocno mnie przytulając.
- Nie, nic. Wracajmy już do domu.
______________________________________
Mam nadzieję że wam się podoba ;) Miałam trochę więcej czasu i zastanawiałam się czy nie napisać dłuższego, ale uznałam że nie będę przesadzać xD Mało komentarzy dodajecie...
Komentujcie! <3
Tagi:
Rozdział 22
A jednak, zostawił mnie, a obiecał!! Obiecał, przecież że mnie nie zostawi!! Zaczęłam płakać, osunęłam się tylko po ścianie i płakałam dalej...
Płakałam tak jakiś czas. Po dłuższej chwili wstałam i pobiegłam na górę, nie chciałam żeby ktokolwiek mnie widział w takim stanie. Kiedy doszłam do pokoju, usiadłam na łóżku, a następnie cała roztrzęsiona zadzwoniłam do Seleny.
*Rozmowa tel.*
- Halo ?
- H-h-hej- powiedziałam łkając.
- Jess! Co się dzieje? Czemu płaczesz?- zapytała przestraszona Selena.
- Mogła bys(łapanie powietrza) Przy-przyjść do mnie, To wszystko ci opowiem?- Zapytałam z nadzieją.
- Tak, Jasne ! Będę za chwileczkę!- Powiedziała Sel, po czym się rozłączyła.
Nie minęło 10 minut a Selena wpadła do mojego pokoju.
- O Boże ! Co ci się stało? Dziewczyno !- Zaczęła drzeć się przerażona Gomezka, kiedy mnie zobaczyła. Selena szybko do mnie podbiegła i mocno mnie przytuliła.
Kiedy trochę się uspokoiłam, opowiedziałam wszystko Sel.
- Jak on mnie mógł zostawić? Przecież obiecał!- znowu zaczęłam się rozklejać.
- Spokojnie, nie płacz. Na pewno będzie dobrze. Porozmawiam z nim.- Uśmiechnęła się do mnie przyjaciółka.
- Nie! nie rozmawiaj z nim o tym ! Proszę cię.
- Dobrze, nie będę, skoro nie chcesz.
- Dziękuję.- Przytuliłam ją.
Siedziałyśmy razem i gadałyśmy o różnych głupotach. Wydawało mi się że Selena chce mnie zagadać, żebym zapomniała choć na chwilę, ale zbyt ciężko było zapomnieć...
** Oczami Justina**
- Więc dobrze, Justin ja, ja jestem w ciąży.- kiedy to usłyszałem, zaniemówiłem. Nie wiedziałem co powiedzieć.
Ona w ciąży? Nie to nie możliwe! Byłem tak przerażony, że uciekłem bez słowa. Wybiegłem z domu Jess i biegłem przed siebie. Teraz każda droga wydawała się, być tak samo dobra, jak i każda inna, która nie prowadziła do domu mojej dziewczyny.
Dobiegłem do jakiegoś urwiska, niedaleko plaży. Było ciemno i niewiele widziałem, ale to miejsce wydawało się być magiczne. Nademną była wielka, płacząca wierzba, a przez jej liście widać było gwiazdy. To miejsce wydawało się być, idealne do przemyśleń.
Usiadłem więc na jakimś kamieniu i zacząłem jeszcze raz powtarzać to co powiedziała do mnie Jess.
Przecież ona nie może być w ciąży! Jesteśmy za młodzi na dzieci! Poza tym, co z naszą karierą?! Dziecko nam wszystko popsuje!
Myślałem tak, po czym przypomniałem sobie coś.
Chwila ! Przecież obiecałem jej że jej nie zostawię, a uciekłem bez słowa. Jaki ze mnie jest Dupek!!
**Paczadełkami Jess***
Gadałyśmy o czymś z Seleną, kiedy nagle, do pokoju wpadła moja mama.
- Jessica, czemu nie ma cie z nami na dole?- zapytała otwierając dopiero drzwi moja mama.
- Ponie..- I tu przerwała mi mama.
- Jessica ! Dziecko! Co ci się stało?- zapytała przerażona mama, kiedy na mnie spojrzała. Popatrzyłam w lustro i zobaczyłam, coś czego widzieć nie chciałam.
Cała byłam czerwona i spuchnięta od płaczu. Na policzkach miałam ślady łez, a moje usta były całe sine. Mój makijaż był rozmazany. Wyglądałam strasznie, nie chciałam na siebie patrzeć i szybko odwróciłam głowę w przeciwną stronę od lustra.
- Nic mamo. Kiedyś ci powiem.- powiedziałam i odwróciłam sie do niej plecami.
- Jess, powiedz mi. W końcu jestem twoją matką, chyba mam prawo wiedzieć?- Powiedziała, a ja spojrzałam się na Sel żeby powiedziała co mam zrobić, niestety ona tylko spuściła wzrok.
- Mamo, powiem ci, już niedługo, ale jeszcze nie teraz. Dobrze?- powiedziałam błagalnym tonem.
- Dobrze, jak chcesz. A tak przy okazji, gdzie jest Justin?- zapytała mama, a mnie zachciało się płakać.
- On, on... Justin wyszedł.- powiedziałam, łamiącym sie głosem.
- Jak to wyszedł?!- zapytała przerażona ,mama.
- Po prostu wyszedł, nie wiem po co. Nie powiedział mi. Możemy już skończyć ten temat? Proszę?
- Eh. No dobrze. To ja wam już nie przeszkadzam.- powiedziała moja rodzicielka, po czym wyszła z pokoju.
- Wiesz Jessica, chyba powinnam juz pójść.- powiedziała Selena.
Nie miałam nawet siły jej zatrzymywać, więc się pożegnałyśmy i Selena poszła.
Zmęczona, zasnęłam w ubraniach na środku łóżka.
Obudziłam się, dopiero rano około 10:30. Poszłam się umyć i ubrać, do tego zrobiłam jeszcze lekki makijaż. Kiedy byłam gotowa wyszłam z pokoju. W domu było cicho i chyba wszyscy jeszcze spali. Zmierzałam do schodów, ale w pewnym momencie ktoś złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Nie musiałam się zastanawiać kto to jest, pomimo tego odwróciłam głowę, żeby się upewnić.
- Przepraszam że wczoraj uciekłem. Zachowałem się jak idiota, ale to dlatego że nie wiedziałem co mam zrobić. Wiem, jestem tchórzem i na ciebie nie zasługuję.
- Nie mów tak Justin, ja też nie zachowywałam się zbyt normalnie jak się o tym dowiedziałam i tak samo jak ty nie byłam na początku zadowolona.- Uśmiechnęłam sie do chłopaka.
- Spokojnie, umówiłem cie z najlepszym lekarzem i jutro usuwamy ciąże.- Jak to usłyszałam to myślałam że umrę. On chce zabić nasze dziecko?! Czy jego Pojebało?
- Że co Kurwa?!
_____________________________________
Witajcie! Wróciłam już i udało mi się dodań nn. Mam nadzieję że wam się podoba, ale i tak nie jest za ciekawy bo jestem padnięta. Tak przy okazji, poznajecie miejsce w którym był Justin??
Szczęśliwego Nowego Roku!!
Komentujcie!<3
Płakałam tak jakiś czas. Po dłuższej chwili wstałam i pobiegłam na górę, nie chciałam żeby ktokolwiek mnie widział w takim stanie. Kiedy doszłam do pokoju, usiadłam na łóżku, a następnie cała roztrzęsiona zadzwoniłam do Seleny.
*Rozmowa tel.*
- Halo ?
- H-h-hej- powiedziałam łkając.
- Jess! Co się dzieje? Czemu płaczesz?- zapytała przestraszona Selena.
- Mogła bys(łapanie powietrza) Przy-przyjść do mnie, To wszystko ci opowiem?- Zapytałam z nadzieją.
- Tak, Jasne ! Będę za chwileczkę!- Powiedziała Sel, po czym się rozłączyła.
Nie minęło 10 minut a Selena wpadła do mojego pokoju.
- O Boże ! Co ci się stało? Dziewczyno !- Zaczęła drzeć się przerażona Gomezka, kiedy mnie zobaczyła. Selena szybko do mnie podbiegła i mocno mnie przytuliła.
Kiedy trochę się uspokoiłam, opowiedziałam wszystko Sel.
- Jak on mnie mógł zostawić? Przecież obiecał!- znowu zaczęłam się rozklejać.
- Spokojnie, nie płacz. Na pewno będzie dobrze. Porozmawiam z nim.- Uśmiechnęła się do mnie przyjaciółka.
- Nie! nie rozmawiaj z nim o tym ! Proszę cię.
- Dobrze, nie będę, skoro nie chcesz.
- Dziękuję.- Przytuliłam ją.
Siedziałyśmy razem i gadałyśmy o różnych głupotach. Wydawało mi się że Selena chce mnie zagadać, żebym zapomniała choć na chwilę, ale zbyt ciężko było zapomnieć...
** Oczami Justina**
- Więc dobrze, Justin ja, ja jestem w ciąży.- kiedy to usłyszałem, zaniemówiłem. Nie wiedziałem co powiedzieć.
Ona w ciąży? Nie to nie możliwe! Byłem tak przerażony, że uciekłem bez słowa. Wybiegłem z domu Jess i biegłem przed siebie. Teraz każda droga wydawała się, być tak samo dobra, jak i każda inna, która nie prowadziła do domu mojej dziewczyny.
Dobiegłem do jakiegoś urwiska, niedaleko plaży. Było ciemno i niewiele widziałem, ale to miejsce wydawało się być magiczne. Nademną była wielka, płacząca wierzba, a przez jej liście widać było gwiazdy. To miejsce wydawało się być, idealne do przemyśleń.
Usiadłem więc na jakimś kamieniu i zacząłem jeszcze raz powtarzać to co powiedziała do mnie Jess.
Przecież ona nie może być w ciąży! Jesteśmy za młodzi na dzieci! Poza tym, co z naszą karierą?! Dziecko nam wszystko popsuje!
Myślałem tak, po czym przypomniałem sobie coś.
Chwila ! Przecież obiecałem jej że jej nie zostawię, a uciekłem bez słowa. Jaki ze mnie jest Dupek!!
**Paczadełkami Jess***
Gadałyśmy o czymś z Seleną, kiedy nagle, do pokoju wpadła moja mama.
- Jessica, czemu nie ma cie z nami na dole?- zapytała otwierając dopiero drzwi moja mama.
- Ponie..- I tu przerwała mi mama.
- Jessica ! Dziecko! Co ci się stało?- zapytała przerażona mama, kiedy na mnie spojrzała. Popatrzyłam w lustro i zobaczyłam, coś czego widzieć nie chciałam.
Cała byłam czerwona i spuchnięta od płaczu. Na policzkach miałam ślady łez, a moje usta były całe sine. Mój makijaż był rozmazany. Wyglądałam strasznie, nie chciałam na siebie patrzeć i szybko odwróciłam głowę w przeciwną stronę od lustra.
- Nic mamo. Kiedyś ci powiem.- powiedziałam i odwróciłam sie do niej plecami.
- Jess, powiedz mi. W końcu jestem twoją matką, chyba mam prawo wiedzieć?- Powiedziała, a ja spojrzałam się na Sel żeby powiedziała co mam zrobić, niestety ona tylko spuściła wzrok.
- Mamo, powiem ci, już niedługo, ale jeszcze nie teraz. Dobrze?- powiedziałam błagalnym tonem.
- Dobrze, jak chcesz. A tak przy okazji, gdzie jest Justin?- zapytała mama, a mnie zachciało się płakać.
- On, on... Justin wyszedł.- powiedziałam, łamiącym sie głosem.
- Jak to wyszedł?!- zapytała przerażona ,mama.
- Po prostu wyszedł, nie wiem po co. Nie powiedział mi. Możemy już skończyć ten temat? Proszę?
- Eh. No dobrze. To ja wam już nie przeszkadzam.- powiedziała moja rodzicielka, po czym wyszła z pokoju.
- Wiesz Jessica, chyba powinnam juz pójść.- powiedziała Selena.
Nie miałam nawet siły jej zatrzymywać, więc się pożegnałyśmy i Selena poszła.
Zmęczona, zasnęłam w ubraniach na środku łóżka.
Obudziłam się, dopiero rano około 10:30. Poszłam się umyć i ubrać, do tego zrobiłam jeszcze lekki makijaż. Kiedy byłam gotowa wyszłam z pokoju. W domu było cicho i chyba wszyscy jeszcze spali. Zmierzałam do schodów, ale w pewnym momencie ktoś złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Nie musiałam się zastanawiać kto to jest, pomimo tego odwróciłam głowę, żeby się upewnić.
- Przepraszam że wczoraj uciekłem. Zachowałem się jak idiota, ale to dlatego że nie wiedziałem co mam zrobić. Wiem, jestem tchórzem i na ciebie nie zasługuję.
- Nie mów tak Justin, ja też nie zachowywałam się zbyt normalnie jak się o tym dowiedziałam i tak samo jak ty nie byłam na początku zadowolona.- Uśmiechnęłam sie do chłopaka.
- Spokojnie, umówiłem cie z najlepszym lekarzem i jutro usuwamy ciąże.- Jak to usłyszałam to myślałam że umrę. On chce zabić nasze dziecko?! Czy jego Pojebało?
- Że co Kurwa?!
_____________________________________
Witajcie! Wróciłam już i udało mi się dodań nn. Mam nadzieję że wam się podoba, ale i tak nie jest za ciekawy bo jestem padnięta. Tak przy okazji, poznajecie miejsce w którym był Justin??
Szczęśliwego Nowego Roku!!
Komentujcie!<3
Tagi:
Rozdział 21
Postanowiłam że dzisiaj mu jeszcze nie powiem o ciąży, bałam się że jednak mnie zostawi, chociaż mu wierzyłam, strach to przezwyciężał. Chciałam się nim jeszcze nacieszyć...
**Następny Dzień**
Już dzisiaj wigilia. Ciekawa jestem jak to będzie, przyjdzie cała rodzina Justina i moi rodzice. Dzisiaj powiem Justinowi o ciąży, ale jeszcze nie teraz.
Siedziałam na łóżku i patrzyłam jak JB słodko śpi.Uśmiechnęłam się sama do siebie i przybliżyłam do Justina żeby lepiej mu się przyjrzeć, w tym momencie Bieber próbował mnie do siebie przyciągnąć ale mu się wywinęłam i pokazałam mu język.
- O ty!- krzyczał Justin wstając z łóżka w celu złapania mnie.
- Oszust!- zaśmiałam się i zaczęłam przed nim uciekać. Nie wiedziałam gdzie biec i wylądowałam w łazience.
- No to teraz cię mam!- powiedział z chytrym uśmiechem mój chłopak i zaczął się przybliżać.
-Jesteś tego pewien?- zapytałam z takim samym uśmiechem jak on i złapałam za prysznic.- Zbliż się a pożałujesz.- ostrzegłam go ale on sobie z tego nic nie robił.
- Nie zrobisz tego.- powiedział, pewny siebie.
- To patrz!-Krzyknęłam po czym puściłam wodę.
Cały czas kierowałam prysznic w stronę Justa, chociaż ten był już cały mokry. Po chwili Biebs przestał się bronić przed wodą i zaczął do mnie podchodzić.
- Co ty robisz?!- zapytałam przestraszona.
- Zaraz zobaczysz!- Powiedział uśmiechnięty. trochę się przestraszyłam, co chciał zrobić.
Kiedy Jus był już obok mnie, złapał za prysznic i zaczął mnie oblewać wodą, nie ukrywam że trochę przy tym piszczałam. Cały czas się cofałam, aż w końcu wylądowałam w... W kiblu!
- Aaaa!!! Pomocy!!- zaczęłam piszczeć, a Justin przestał lać we mnie wodą i zaczął się ze mnie śmiać.
- Wyciągnij mnie stąd!! To obrzydliwe!! Ja tu umrę!!- krzyczałam przerażona. Miałam wrażenie że zaraz mnie tam coś wciągnie! To było obrzydliwe.
- Wiesz kochanie, chciał bym cie wyciągnąć, ale nie jestem pewien, czy cie dotykać.- uśmiechnął się do mnie.
-Spróbujesz mnie nie wyciągnąć a cię zabiję!!- byłam wściekła.
- No dobra, daj ręce.- powiedział Biebs, po czym zaczął mnie wyciągać.
Kiedy wyszłam już z kibla, wzięłam dokładny prysznic i się ubrałam. Zeszłam na dół, żeby coś zjeść, Justin siedział właśnie przed TV.
- Chcesz coś jeść?- zapytałam go.
- Nie, nie jestem głodny.
- Spoko, jak chcesz.
Zrobiłam sobie kanapkę, po czym usiadłam obok Justina. Kiedy już zjadłam, umyłam po sobie talerz. Popatrzyłam na zegarek, była już 17.00 a na 18.00 mieliśmy być u moich rodziców. Powiedziałam Bieberowi że mamy mało czasu, po czym obiegłam się szykować.
Umalowałam sie, uczesałam i ubrałam. Wszystko zajęło mi jedynie 40 minut. Justin czekał naszykowany już od 20 minut. Szybko zeszłam na dół i poszliśmy.
Kiedy weszliśmy do środka, zastaliśmy tam już parę osób. Usiedliśmy z Bieberem przy stole i czekaliśmy aż inni goście przyjdą. Siedziałam pomiędzy Pattie a Justin'em . Kiedy wszyscy już przyszli, zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku, przyszedł czas na prezenty. Wszyscy byli zajęci rozpakowywaniem prezentów, ale mnie zrobiło się nie dobrze i pobiegłam do toalety. Kiedy byłam już w łazience zwymiotowałam, po czym umyłam zęby.Kiedy wychodziłam z łazienki, przed drzwiami stał Justin. trochę mnie przestraszył.
- Coś ci jest? Źle się czujesz?- zapytał troskliwie.
- Nie nic.- powiedziałam.
- Na pewno? Jak chcesz, to możemy wrócić do domu.- powiedział, widać było, że się o mnie martwił. Nie chciałam żeby cały wieczór zmarnował, na niańczeniu mnie, bo czułam się już dobrze.
- Jeśli jesteś pewna, to chodź, mam dla ciebie prezent.- Uśmiechnął się do mnie. Ja juz nie mogłam wytrzymać, postanowiłam mu powiedzieć. Bałam się, ale wiedziałam, że im szybciej będę miała to za sobą, tym lepiej.
- Justin...- zawahałam się- Bo widzisz, ja też mam dla ciebie prezent.- powiedziałam, a Justin popatrzył na mnie z zaciekawieniem.- Pewnie nie będzesz za szczęśliwy, ale...
Justin, obiecaj mi coś.- powiedziałam- Obiecaj że nie zostawisz mnie samej.
- Obiecuję, nie mógł bym cię nigdy zostawić.- powiedział, ale na jego twarzy malował się lekki strach.
- Więc dobrze, Justin ja, ja jestem w ciąży.- wydusiłam to z siebie. W tym samym momencie Bieber zrobił się blady, stał i nic nie mówił, nawet nie mrugał oczami. Przestraszyłam się, bałam sie o niego. w pewnym momencie, Justin po prostu wybiegł z domu. A jednak, zostawił mnie, a obiecał!! Obiecał, przecież że mnie nie zostawi!! Zaczęłam płakać, osunęłam się tylko po ścianie i płakałam dalej...
_________________________
Jednak mi się udało dodać rozdział!! mam nadzieję że wam się podoba. Niestety następny dodam dopiero po sylwestrze bo wyjeżdżam jutro rano.
Komentujcie!!
Wesołych Świąt!! <3
**Następny Dzień**
Już dzisiaj wigilia. Ciekawa jestem jak to będzie, przyjdzie cała rodzina Justina i moi rodzice. Dzisiaj powiem Justinowi o ciąży, ale jeszcze nie teraz.
Siedziałam na łóżku i patrzyłam jak JB słodko śpi.Uśmiechnęłam się sama do siebie i przybliżyłam do Justina żeby lepiej mu się przyjrzeć, w tym momencie Bieber próbował mnie do siebie przyciągnąć ale mu się wywinęłam i pokazałam mu język.
- O ty!- krzyczał Justin wstając z łóżka w celu złapania mnie.
- Oszust!- zaśmiałam się i zaczęłam przed nim uciekać. Nie wiedziałam gdzie biec i wylądowałam w łazience.
- No to teraz cię mam!- powiedział z chytrym uśmiechem mój chłopak i zaczął się przybliżać.
-Jesteś tego pewien?- zapytałam z takim samym uśmiechem jak on i złapałam za prysznic.- Zbliż się a pożałujesz.- ostrzegłam go ale on sobie z tego nic nie robił.
- Nie zrobisz tego.- powiedział, pewny siebie.
- To patrz!-Krzyknęłam po czym puściłam wodę.
Cały czas kierowałam prysznic w stronę Justa, chociaż ten był już cały mokry. Po chwili Biebs przestał się bronić przed wodą i zaczął do mnie podchodzić.
- Co ty robisz?!- zapytałam przestraszona.
- Zaraz zobaczysz!- Powiedział uśmiechnięty. trochę się przestraszyłam, co chciał zrobić.
Kiedy Jus był już obok mnie, złapał za prysznic i zaczął mnie oblewać wodą, nie ukrywam że trochę przy tym piszczałam. Cały czas się cofałam, aż w końcu wylądowałam w... W kiblu!
- Aaaa!!! Pomocy!!- zaczęłam piszczeć, a Justin przestał lać we mnie wodą i zaczął się ze mnie śmiać.
- Wyciągnij mnie stąd!! To obrzydliwe!! Ja tu umrę!!- krzyczałam przerażona. Miałam wrażenie że zaraz mnie tam coś wciągnie! To było obrzydliwe.
- Wiesz kochanie, chciał bym cie wyciągnąć, ale nie jestem pewien, czy cie dotykać.- uśmiechnął się do mnie.
-Spróbujesz mnie nie wyciągnąć a cię zabiję!!- byłam wściekła.
- No dobra, daj ręce.- powiedział Biebs, po czym zaczął mnie wyciągać.
Kiedy wyszłam już z kibla, wzięłam dokładny prysznic i się ubrałam. Zeszłam na dół, żeby coś zjeść, Justin siedział właśnie przed TV.
- Chcesz coś jeść?- zapytałam go.
- Nie, nie jestem głodny.
- Spoko, jak chcesz.
Zrobiłam sobie kanapkę, po czym usiadłam obok Justina. Kiedy już zjadłam, umyłam po sobie talerz. Popatrzyłam na zegarek, była już 17.00 a na 18.00 mieliśmy być u moich rodziców. Powiedziałam Bieberowi że mamy mało czasu, po czym obiegłam się szykować.
Umalowałam sie, uczesałam i ubrałam. Wszystko zajęło mi jedynie 40 minut. Justin czekał naszykowany już od 20 minut. Szybko zeszłam na dół i poszliśmy.
Kiedy weszliśmy do środka, zastaliśmy tam już parę osób. Usiedliśmy z Bieberem przy stole i czekaliśmy aż inni goście przyjdą. Siedziałam pomiędzy Pattie a Justin'em . Kiedy wszyscy już przyszli, zaczęliśmy jeść. Po skończonym posiłku, przyszedł czas na prezenty. Wszyscy byli zajęci rozpakowywaniem prezentów, ale mnie zrobiło się nie dobrze i pobiegłam do toalety. Kiedy byłam już w łazience zwymiotowałam, po czym umyłam zęby.Kiedy wychodziłam z łazienki, przed drzwiami stał Justin. trochę mnie przestraszył.
- Coś ci jest? Źle się czujesz?- zapytał troskliwie.
- Nie nic.- powiedziałam.
- Na pewno? Jak chcesz, to możemy wrócić do domu.- powiedział, widać było, że się o mnie martwił. Nie chciałam żeby cały wieczór zmarnował, na niańczeniu mnie, bo czułam się już dobrze.
- Jeśli jesteś pewna, to chodź, mam dla ciebie prezent.- Uśmiechnął się do mnie. Ja juz nie mogłam wytrzymać, postanowiłam mu powiedzieć. Bałam się, ale wiedziałam, że im szybciej będę miała to za sobą, tym lepiej.
- Justin...- zawahałam się- Bo widzisz, ja też mam dla ciebie prezent.- powiedziałam, a Justin popatrzył na mnie z zaciekawieniem.- Pewnie nie będzesz za szczęśliwy, ale...
Justin, obiecaj mi coś.- powiedziałam- Obiecaj że nie zostawisz mnie samej.
- Obiecuję, nie mógł bym cię nigdy zostawić.- powiedział, ale na jego twarzy malował się lekki strach.
- Więc dobrze, Justin ja, ja jestem w ciąży.- wydusiłam to z siebie. W tym samym momencie Bieber zrobił się blady, stał i nic nie mówił, nawet nie mrugał oczami. Przestraszyłam się, bałam sie o niego. w pewnym momencie, Justin po prostu wybiegł z domu. A jednak, zostawił mnie, a obiecał!! Obiecał, przecież że mnie nie zostawi!! Zaczęłam płakać, osunęłam się tylko po ścianie i płakałam dalej...
_________________________
Jednak mi się udało dodać rozdział!! mam nadzieję że wam się podoba. Niestety następny dodam dopiero po sylwestrze bo wyjeżdżam jutro rano.
Komentujcie!!
Wesołych Świąt!! <3
Tagi:
Rozdział 20
Po pewnym czasie znudziło mi się to i przestałam. Razem z Justem poszliśmy przed TV. Oglądaliśmy jakiś film, ale usnęłam na ramieniu Justina...
*Dwa tygodnie Później*
Jest już 23 grudnia, jutro wigilia i po raz pierwszy będę ją obchodziła z Justinem i jego rodziną. jestem taka podekscytowana, oby tylko moi rodzice czegoś nie odwalili.
Chodzę właśnie po domu, nie wiedząc co robić. Justin jest w studiu, a ja się nudzę. Przechodziłam właśnie obok lustra i się do niego wróciłam. Mój brzuch był dziwnie wypchnięty, ale zamiast być luźno, był napięty. Zdziwiło mnie to, ale nie możliwe żebym była w ciąży! zabezpieczaliśmy sie z Justinem. Pomyślałam chwilę i przypomniało mi się że okres mi się spóźnia, a zawsze był regularny. Nie! to nie możliwe!
Pobiegłam do łazienki i wyciągnęłam test ciążowy, w sumie nie wiem skąd go miałam ale dobra. Zrobiłam to co było napisane na opakowaniu i wyszło że...Jestem w ciąży!
- Kurwa!!- krzyknęłam do siebie. -No nic, nie można ufać takim testom, one nie są dokładne.- Postanowiłam pójść do lekarza, póki nie ma w domu Justina.
Czym prędzej zarzuciłam na siebie kurtkę i włożyłam buty. Wybiegłam z domu i ruszyłam w stronę szpitala, który był blisko.
W szpitalu czekałam chwilę aż mnie lekarz przyjmie, ponieważ była kolejka. Kiedy lekarz mnie zbadał uznał że Jestem W Ciąży !
- Ale to nie możliwe! Ja nie mogę być w ciąży!- darłam się z płaczem na lekarza.
- Proszę się uspokoić! Jest pani w ciąży, ale ciąża to nie choroba, więc nie rozumiem czemu się tak pani złości!- powiedział stanowczo lekarz.
- A niech pan spierdala!- powiedziałam i wybiegłam z gabinetu, a następnie ze szpitala. Biegłam w stronę domu, płacząc jednocześnie. W pewnym momencie nie miałam siły biec. Upadłam w śniegu na kolana i płakałam dalej.Śnieg otulał mnie ze wszystkich stron. emocje mną targały. To co teraz czułam było nie do opisania. Głównie czułam chyba strach. Bałam się tego że Justin mnie zostawi, że nie przyda mu się dziewczyna w ciąży i że znajdzie sobie jakąś inną dziewczynę, która będzie dużo ładniejszą ode mnie.
- Nic ci nie jest?- zapytał ktoś stojący przede mną, ale nie widziałam jego twarzy bo głowę miałam zwróconą w dół.
- Nie twój interes, odpierdol się ode mnie i tak mam już zniszczone życie!- powiedziałam zła.
- No cóż szkoda, chciałem ci pomóc, ale ty jak widać wcale nie potrzebujesz pomocy, bo sama sobie świetnie radzisz.- Powiedział chłopak.
Dopiero teraz uniosłam głowę ku górze. Zobaczyłam w końcu twarz tego chłopaka. Miał dłuższe brązowo-karmelowe włosy, zaczesane na tak zwanego "Biebera" xD, orzechowe oczy i śliczne rysy twarzy. Był straasznie przystojny, gdyby zobaczyły by go moje koleżanki z dawnej szkoły to na 100% by sie o niego pobiły. Wyglądał na miłego i zrobiło mi się głupio, ze tak go opierdoliłam.
- Przepraszam, nie jestem w najlepszym nastroju.- powiedziałam już znacznie spokojniej.
- Nie ciężko było to zauważyć.- zaśmiał się chłopak.- wstajesz?- zapytał, wyciągając do mnie rękę.
- Dzięki- powiedziałam łapiąc z jego dłoń.
- Jestem Ryan.- uśmiechnął sie chłopak
- Jessica- odwzajemniłam uśmiech.
- Chwila, ja cię kojarzę. Czy ty nie jesteś tą piosenkarką, co chodzi z...- nie dałam mu dokończyć.
- Tak, tak jestem Jessica Snow. czy to coś zmienia?- zapytałam go.
- Nie, jasne że nie, miło mi cię poznać.- uśmiechną się chłopak.- Skoro już tu tak stoimy, to może pójdziemy no gorącą czekoladę?- zapytał Ryan
- jasne! Może to mi poprawi humor.- usmiechnęłam się do chłopaka, po czym ruszyliśmy do kawiarni. Po drodze rozmawialiśmy z Ryanem. On jest bardzo miły i fajny.
- Tak właściwie, to masz dziewczynę?- zapytałam z ciekawości kiedy piliśmy już czekoladę.
- Nie nie mam dziewczyny.- powiedział, a ja się zdziwiłam.
- Przepraszam że się tak dopytuję, ale czemu nie masz dziewczyny? Przecież jesteś przystojny i masz wspaniały charakter.- powiedziałam, a on się zarumienił.
- Wszystkie dziewczyny jakim się podobam, są dla mnie za głupie, większość jest plastikami i chodzi z cyckami na wierzchu, za to te które podobają się mnie są już zajęte, albo okazują się zupełnie inne.- powiedział, a mnie zrobiło się go żal.
- Rozumiem.- powiedziałam i wzięłam łyk.
Siedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas i wymieniliśmy się numerami, po czym się rozstaliśmy.
Kiedy wróciłam do domu Justina jeszcze nie było. Postanowiłam to wykorzystać i wzięłam długą kąpiel. Kiedy skończyłam wygrzewać sie w wannie, wytarłam się i ubrałam. Postanowiłam, zejść na dół. Kiedy byłam w połowie schodów, JB wszedł do domu.
- Juuuuustin!- rzuciłam mu się z krzykiem na szyję.
- Hej kochanie.- powiedział zdezorientowany, ale zadowolony Justin.
- Kocham cię wiesz?- zapytałam, wtulając się w niego. Bałam się ze jak dowie się o ciąży to już nie będę mogła się do niego nigdy przytulić, więc postanowiłam czerpać z tego jak najwięcej.
- Ja ciebie też kocham! Jesteś całym moim życiem!- powiedział a mnie spłynęła po policzku jedna samotna łza.
- Justin, obiecaj ze nigdy mnie nie zostawisz.- powiedziałam. patrząc mu w oczy.
- Obiecuję, że zawszę będę przy tobie, bez względu na to co się stanie.- powiedział patrząc mi w oczy, po czym mnie pocałował.
Postanowiłam że dzisiaj mu jeszcze nie powiem o ciąży, bałam się że jednak mnie zostawi, chociaż mu wierzyłam, strach to przezwyciężał. Chciałam się nim jeszcze nacieszyć.
___________________________________
Mam nadzieję że się podoba ;) Postaram się jutro dodać następny, ale nie obiecuję.
Komentujcie!! <33
*Dwa tygodnie Później*
Jest już 23 grudnia, jutro wigilia i po raz pierwszy będę ją obchodziła z Justinem i jego rodziną. jestem taka podekscytowana, oby tylko moi rodzice czegoś nie odwalili.
Chodzę właśnie po domu, nie wiedząc co robić. Justin jest w studiu, a ja się nudzę. Przechodziłam właśnie obok lustra i się do niego wróciłam. Mój brzuch był dziwnie wypchnięty, ale zamiast być luźno, był napięty. Zdziwiło mnie to, ale nie możliwe żebym była w ciąży! zabezpieczaliśmy sie z Justinem. Pomyślałam chwilę i przypomniało mi się że okres mi się spóźnia, a zawsze był regularny. Nie! to nie możliwe!
Pobiegłam do łazienki i wyciągnęłam test ciążowy, w sumie nie wiem skąd go miałam ale dobra. Zrobiłam to co było napisane na opakowaniu i wyszło że...Jestem w ciąży!
- Kurwa!!- krzyknęłam do siebie. -No nic, nie można ufać takim testom, one nie są dokładne.- Postanowiłam pójść do lekarza, póki nie ma w domu Justina.
Czym prędzej zarzuciłam na siebie kurtkę i włożyłam buty. Wybiegłam z domu i ruszyłam w stronę szpitala, który był blisko.
W szpitalu czekałam chwilę aż mnie lekarz przyjmie, ponieważ była kolejka. Kiedy lekarz mnie zbadał uznał że Jestem W Ciąży !
- Ale to nie możliwe! Ja nie mogę być w ciąży!- darłam się z płaczem na lekarza.
- Proszę się uspokoić! Jest pani w ciąży, ale ciąża to nie choroba, więc nie rozumiem czemu się tak pani złości!- powiedział stanowczo lekarz.
- A niech pan spierdala!- powiedziałam i wybiegłam z gabinetu, a następnie ze szpitala. Biegłam w stronę domu, płacząc jednocześnie. W pewnym momencie nie miałam siły biec. Upadłam w śniegu na kolana i płakałam dalej.Śnieg otulał mnie ze wszystkich stron. emocje mną targały. To co teraz czułam było nie do opisania. Głównie czułam chyba strach. Bałam się tego że Justin mnie zostawi, że nie przyda mu się dziewczyna w ciąży i że znajdzie sobie jakąś inną dziewczynę, która będzie dużo ładniejszą ode mnie.
- Nic ci nie jest?- zapytał ktoś stojący przede mną, ale nie widziałam jego twarzy bo głowę miałam zwróconą w dół.
- Nie twój interes, odpierdol się ode mnie i tak mam już zniszczone życie!- powiedziałam zła.
- No cóż szkoda, chciałem ci pomóc, ale ty jak widać wcale nie potrzebujesz pomocy, bo sama sobie świetnie radzisz.- Powiedział chłopak.
Dopiero teraz uniosłam głowę ku górze. Zobaczyłam w końcu twarz tego chłopaka. Miał dłuższe brązowo-karmelowe włosy, zaczesane na tak zwanego "Biebera" xD, orzechowe oczy i śliczne rysy twarzy. Był straasznie przystojny, gdyby zobaczyły by go moje koleżanki z dawnej szkoły to na 100% by sie o niego pobiły. Wyglądał na miłego i zrobiło mi się głupio, ze tak go opierdoliłam.
- Przepraszam, nie jestem w najlepszym nastroju.- powiedziałam już znacznie spokojniej.
- Nie ciężko było to zauważyć.- zaśmiał się chłopak.- wstajesz?- zapytał, wyciągając do mnie rękę.
- Dzięki- powiedziałam łapiąc z jego dłoń.
- Jestem Ryan.- uśmiechnął sie chłopak
- Jessica- odwzajemniłam uśmiech.
- Chwila, ja cię kojarzę. Czy ty nie jesteś tą piosenkarką, co chodzi z...- nie dałam mu dokończyć.
- Tak, tak jestem Jessica Snow. czy to coś zmienia?- zapytałam go.
- Nie, jasne że nie, miło mi cię poznać.- uśmiechną się chłopak.- Skoro już tu tak stoimy, to może pójdziemy no gorącą czekoladę?- zapytał Ryan
- jasne! Może to mi poprawi humor.- usmiechnęłam się do chłopaka, po czym ruszyliśmy do kawiarni. Po drodze rozmawialiśmy z Ryanem. On jest bardzo miły i fajny.
- Tak właściwie, to masz dziewczynę?- zapytałam z ciekawości kiedy piliśmy już czekoladę.
- Nie nie mam dziewczyny.- powiedział, a ja się zdziwiłam.
- Przepraszam że się tak dopytuję, ale czemu nie masz dziewczyny? Przecież jesteś przystojny i masz wspaniały charakter.- powiedziałam, a on się zarumienił.
- Wszystkie dziewczyny jakim się podobam, są dla mnie za głupie, większość jest plastikami i chodzi z cyckami na wierzchu, za to te które podobają się mnie są już zajęte, albo okazują się zupełnie inne.- powiedział, a mnie zrobiło się go żal.
- Rozumiem.- powiedziałam i wzięłam łyk.
Siedzieliśmy tam jeszcze jakiś czas i wymieniliśmy się numerami, po czym się rozstaliśmy.
Kiedy wróciłam do domu Justina jeszcze nie było. Postanowiłam to wykorzystać i wzięłam długą kąpiel. Kiedy skończyłam wygrzewać sie w wannie, wytarłam się i ubrałam. Postanowiłam, zejść na dół. Kiedy byłam w połowie schodów, JB wszedł do domu.
- Juuuuustin!- rzuciłam mu się z krzykiem na szyję.
- Hej kochanie.- powiedział zdezorientowany, ale zadowolony Justin.
- Kocham cię wiesz?- zapytałam, wtulając się w niego. Bałam się ze jak dowie się o ciąży to już nie będę mogła się do niego nigdy przytulić, więc postanowiłam czerpać z tego jak najwięcej.
- Ja ciebie też kocham! Jesteś całym moim życiem!- powiedział a mnie spłynęła po policzku jedna samotna łza.
- Justin, obiecaj ze nigdy mnie nie zostawisz.- powiedziałam. patrząc mu w oczy.
- Obiecuję, że zawszę będę przy tobie, bez względu na to co się stanie.- powiedział patrząc mi w oczy, po czym mnie pocałował.
Postanowiłam że dzisiaj mu jeszcze nie powiem o ciąży, bałam się że jednak mnie zostawi, chociaż mu wierzyłam, strach to przezwyciężał. Chciałam się nim jeszcze nacieszyć.
___________________________________
Mam nadzieję że się podoba ;) Postaram się jutro dodać następny, ale nie obiecuję.
Komentujcie!! <33
Tagi:
Rozdział 19
Ciekawe Blogi :
MileyJustinLove
love040497
bieberstory
DreamGirl
loveyoubaaby
Gwiazdeczka14
Truskafkaa
Na razie tyle Bo dużo tego jest ;P
MileyJustinLove
love040497
bieberstory
DreamGirl
loveyoubaaby
Gwiazdeczka14
Truskafkaa
Na razie tyle Bo dużo tego jest ;P
Tagi:
blogi
W rezultacie cały dom, był w ozdobach i sztucznym śniegu, ale pomijając ten fakt i tak wyszło nam nieźle. Po miło spędzonym dniu poszliśmy spać...
Rano obudziłam się wypoczęta. Justina nie było w łóżku. zastanawiałam się gdzie mógł pójść. Wstałam szybko, umyłam sie i ubrałam , po czym zeszłam na dół. W końcu dowiedziałam się gdzie podział się mój chłopak, był w kuchni. Justin nie zauważył że zeszłam, więc po cichu zakradłam się do kuchni i przytuliłam go od tyłu.
- Już nie śpisz?- zapytał.
- Nie, co robisz?- zapytałam zaciekawiona.
- Robię ci śniadanie- uśmiechnął się.- Siadaj do stołu już prawie gotowe.- powiedział i robił coś dalej. Ja poszłam do stołu, tak jak mi kazał.Po paru minutach przyszedł ze śniadaniem. Nie jestem do końca co to było, ale mi smakowało. Po skończonym śniadaniu, pomogłam Justinowi posprzątać.
- To co robimy?- zapytał mnie Justin.
- Nie wiem, może pójdziemy powiadomić Emily, o tym że będzie z nami mieszkać?- zapytałam, niepewnie.
- Jak chcesz, ubierz się i wychodzimy- powiedział, przytulając mnie Justin.
Po paru minutach byłam gotowa i wyszliśmy z domu. Do domu Emily dotarliśmy w około 5 minut. Zapukaliśmy delikatnie, a drzwi otworzyła nam wesoła Emily. Zdziwiła mnie, jej radość, ale postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
- Hej- powiedzieliśmy z Justinem.
- Hej! Co tu robicie?- zapytała wesolutka Emily.
- My chcieliśmy ci powiedzieć że możesz zamieszkać z nami, skoro mama chcę cię wyrzucić z domu.- powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam.
- Oh, dziękuję wam, ale jednak nie jestem w ciąży, to była pomyłka lekarzy i mogę dalej tu mieszkać- uśmiechnęła się do nas dziewczyna.
- To wspaniale!- powiedziałam wesoła.
- Też się cieszę- odparła- Może wejdziecie?- zapytała
- Nie, my musimy iść. Ale dzięki.- Uśmiechnęliśmy się z Justinem i poszliśmy. Do domu wracaliśmy dłużej, ponieważ zaczęliśmy się nawalać śnieżkami. W pewnym momencie, Justin wrzucił mnie w zaspę śniegu.
- Teraz mi już nie uciekniesz!- Mówił szczęśliwy i dumny z siebie JB.
- Jesteś tego pewien?- zapytałam podejrzliwie.
- Tak!- powiedział, po czym się nade mną nachylił i mnie pocalował.
- No dobra, miałeś rację, ale podnieś mnie bo mi zimno.- powiedziałam wystawiając ręce do góry.
- Ok, ja cię w domu ogrzeję.- Powiedział z bananem na ryju Jus.
- Ta, jasne.- powiedziałam, po czym złapałam go za rękę i szliśmy dalej. Kiedy wróciliśmy do domu, walnęłam się na łóżko, a JB chyba na serio chciał mnie ogrzać bo się na mnie rzucił ;) Ja o dziwo nawet nie miałam ochoty, się mu opierać. Justin zaczął mnie całować, i zdejmował ze mnie poszczególne części garderoby, a ja z niego. W końcu cali byliśmy nadzy i...I na pewno wiecie co i jak, było dalej xD
Obudziłam się rano, obok mnie leżał Justin, zadowolony jak nigdy.
- I z czego tak się cieszysz?- zapytałam go.
- Oj ty już dobrze wiesz.- Dalej suszył swoje białe ząbki.
- Weź już się tak nie ciesz i wstawaj.-rozkazałam mu, a on posłusznie wstał.
- A ty nie wstajesz?- zapytał, kiedy ja jeszcze leżałam w łóżku.
- No dobra, wstaję.- powiedziałam.
Kiedy wstałam Justin znowu zaczął się cieszyć. Nie rozumiałam z czego ona tak tego ryja cieszy. Po chwili postanowiłam zapytać.
- Z czego się znowu cieszysz?- zapytałam śmiejąc się z jego miny.
- Bo ty..Hahaha, ty..-nie mógł nic powiedzieć bo się śmiał.
- Bo ja co?!- wkurzyłam się już
- Bo ty chyba zapomniałaś, że się nie ubrałaś i sobie popatrzeć mogę.- znowu się cieszył. Pisnęłam i wbiegłam do łazienki.
- Zboczeniec!!- krzyczałam przez zamknięte drzwi.
- Nie przesadzaj już. Po prostu ładna jesteś.
- Jak wyjdę to ci walne!
- nie boję się!
- To jeszcze zobaczymy!
Po paru minutach wyszłam ubrana. Jak zobaczyłam Justa, to zaczęłam go gonić. On załapał o co chodzi dopiero po jakimś czasie i zaczął uciekać. W końcu złapałam go, ale zamiast go bić zaczęłam go łaskotać. Piszczał przy tym jak mała dziewczynka, myślałam że nie wytrzymam ze śmiechu.
- Przestań, Proszę! Poddaję sie!- krzyczał JB
- Nie bądź baba!- krzyczałam na niego i dalej łaskotałam.
Po pewnym czasie znudziło mi się to i przestałam. Razem z Justem poszliśmy przed TV. Oglądaliśmy jakiś film, ale usnęłam na ramieniu Justina.
______________________
I kolejny rozdział... Sorry że taki krótki i nudny ale w następnym bd się więcej działo ;D Oj dziewczyno.. Rozwalasz mnie... xD
Komentujcie!
Rano obudziłam się wypoczęta. Justina nie było w łóżku. zastanawiałam się gdzie mógł pójść. Wstałam szybko, umyłam sie i ubrałam , po czym zeszłam na dół. W końcu dowiedziałam się gdzie podział się mój chłopak, był w kuchni. Justin nie zauważył że zeszłam, więc po cichu zakradłam się do kuchni i przytuliłam go od tyłu.
- Już nie śpisz?- zapytał.
- Nie, co robisz?- zapytałam zaciekawiona.
- Robię ci śniadanie- uśmiechnął się.- Siadaj do stołu już prawie gotowe.- powiedział i robił coś dalej. Ja poszłam do stołu, tak jak mi kazał.Po paru minutach przyszedł ze śniadaniem. Nie jestem do końca co to było, ale mi smakowało. Po skończonym śniadaniu, pomogłam Justinowi posprzątać.
- To co robimy?- zapytał mnie Justin.
- Nie wiem, może pójdziemy powiadomić Emily, o tym że będzie z nami mieszkać?- zapytałam, niepewnie.
- Jak chcesz, ubierz się i wychodzimy- powiedział, przytulając mnie Justin.
Po paru minutach byłam gotowa i wyszliśmy z domu. Do domu Emily dotarliśmy w około 5 minut. Zapukaliśmy delikatnie, a drzwi otworzyła nam wesoła Emily. Zdziwiła mnie, jej radość, ale postanowiłam nie zwracać na to uwagi.
- Hej- powiedzieliśmy z Justinem.
- Hej! Co tu robicie?- zapytała wesolutka Emily.
- My chcieliśmy ci powiedzieć że możesz zamieszkać z nami, skoro mama chcę cię wyrzucić z domu.- powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam.
- Oh, dziękuję wam, ale jednak nie jestem w ciąży, to była pomyłka lekarzy i mogę dalej tu mieszkać- uśmiechnęła się do nas dziewczyna.
- To wspaniale!- powiedziałam wesoła.
- Też się cieszę- odparła- Może wejdziecie?- zapytała
- Nie, my musimy iść. Ale dzięki.- Uśmiechnęliśmy się z Justinem i poszliśmy. Do domu wracaliśmy dłużej, ponieważ zaczęliśmy się nawalać śnieżkami. W pewnym momencie, Justin wrzucił mnie w zaspę śniegu.
- Teraz mi już nie uciekniesz!- Mówił szczęśliwy i dumny z siebie JB.
- Jesteś tego pewien?- zapytałam podejrzliwie.
- Tak!- powiedział, po czym się nade mną nachylił i mnie pocalował.
- No dobra, miałeś rację, ale podnieś mnie bo mi zimno.- powiedziałam wystawiając ręce do góry.
- Ok, ja cię w domu ogrzeję.- Powiedział z bananem na ryju Jus.
- Ta, jasne.- powiedziałam, po czym złapałam go za rękę i szliśmy dalej. Kiedy wróciliśmy do domu, walnęłam się na łóżko, a JB chyba na serio chciał mnie ogrzać bo się na mnie rzucił ;) Ja o dziwo nawet nie miałam ochoty, się mu opierać. Justin zaczął mnie całować, i zdejmował ze mnie poszczególne części garderoby, a ja z niego. W końcu cali byliśmy nadzy i...I na pewno wiecie co i jak, było dalej xD
Obudziłam się rano, obok mnie leżał Justin, zadowolony jak nigdy.
- I z czego tak się cieszysz?- zapytałam go.
- Oj ty już dobrze wiesz.- Dalej suszył swoje białe ząbki.
- Weź już się tak nie ciesz i wstawaj.-rozkazałam mu, a on posłusznie wstał.
- A ty nie wstajesz?- zapytał, kiedy ja jeszcze leżałam w łóżku.
- No dobra, wstaję.- powiedziałam.
Kiedy wstałam Justin znowu zaczął się cieszyć. Nie rozumiałam z czego ona tak tego ryja cieszy. Po chwili postanowiłam zapytać.
- Z czego się znowu cieszysz?- zapytałam śmiejąc się z jego miny.
- Bo ty..Hahaha, ty..-nie mógł nic powiedzieć bo się śmiał.
- Bo ja co?!- wkurzyłam się już
- Bo ty chyba zapomniałaś, że się nie ubrałaś i sobie popatrzeć mogę.- znowu się cieszył. Pisnęłam i wbiegłam do łazienki.
- Zboczeniec!!- krzyczałam przez zamknięte drzwi.
- Nie przesadzaj już. Po prostu ładna jesteś.
- Jak wyjdę to ci walne!
- nie boję się!
- To jeszcze zobaczymy!
Po paru minutach wyszłam ubrana. Jak zobaczyłam Justa, to zaczęłam go gonić. On załapał o co chodzi dopiero po jakimś czasie i zaczął uciekać. W końcu złapałam go, ale zamiast go bić zaczęłam go łaskotać. Piszczał przy tym jak mała dziewczynka, myślałam że nie wytrzymam ze śmiechu.
- Przestań, Proszę! Poddaję sie!- krzyczał JB
- Nie bądź baba!- krzyczałam na niego i dalej łaskotałam.
Po pewnym czasie znudziło mi się to i przestałam. Razem z Justem poszliśmy przed TV. Oglądaliśmy jakiś film, ale usnęłam na ramieniu Justina.
______________________
I kolejny rozdział... Sorry że taki krótki i nudny ale w następnym bd się więcej działo ;D Oj dziewczyno.. Rozwalasz mnie... xD
Komentujcie!
Tagi:
Rozdział 18
- Spierdalaj!- krzyknęłam, kiedy chciał mnie pocałować w czoło.
- Widzę, że znowu jesteś sobą.- powiedział zniesmaczony.
- Tak! A czego ty byś kurwa chciał?!- zapytałam wstając z łóżka.
- Nic, myślałem, że już nie jesteś zła.- powiedział, wzruszając ramionami.
- To się pomyliłeś...
ruszyłam w stronę łazienki żeby się ogarnąć. Weszłam, zrobiłam wszystko co trzeba i się przebrałam[/url . Kiedy wyszłam z łazienki, nikogo nie było w pokoju. Postanowiłam jeszcze raz przejrzeć zdjęcia z wczorajszej nocy. w końcu odkryłam, co było moim jednorożcem.. Mianowicie, była to plastikowa koza, stojąca przed zoo. Było tam jeszcze parę ciekawych zdjęć. kiedy skończyłam, postanowiłam pójść do własnego domu. Kiedy schodziłam na dół, nigdzie nie widziałam Justina. Może i lepiej? No nic. Wyszłam z domu Justa i poszłam do własnego. Dosć dawno mnie tam nie było. kiedy weszłam do środka, doznałam lekkiego szoku. W domu byli moi rodzice. Co oni tutaj robią?! myślałam że już o mnie zapomnieli.
- Hej kochanie!- podbiegła do mnie moja rodzicielka i mnie wyściskała, po czym podszedł tata i mnie przytulił.
- Hej wam..- powiedziałam w lekkim szoku.- co wy tutaj robicie?- zapytałam, kiedy już się trochę otrząsnęłam.
- Widzisz kochanie, Niedługo są święta Bożego Narodzenia i chcieliśmy spędzić ten czas razem z tobą.- uśmiechnęła się do mnie mama.
- Aha.-odpowiedziałam.-Ale mamo..- przypomniałam sobie coś.- Ja chodzę z Justinem i miałam spędzić święta razem z jego rodziną.- skrzywiłam się.
- Oh.- westchnęła mama.
- Ależ nie ma problemu!- wtrącił się tata.- Przecież można wszystkich zaprosić do nas!- powiedział szczęśliwy, a mama przytaknęła.
- No dobra...- powiedziałam, nie chciało mi sie juz dłużej rozmawiać. Pobiegłam na górę i położyłam sie na łóżku, myslałam chwilę, po czym usnęłam...
Kiedy wstałam był juz ranek. Postanowiłam sie wyszykować i wrócić do Justina, może coś do niego dotarło? Nie myśląc dłużej, wzięłam prysznic, umalowałam się i [url=http://www.photoblog.pl/modnexozestawy/107342803]przebrałam. kiedy zeszłam na dół, powiedziałam rodzicom gdzie idę i że pewnie nie wrócę na noc.
Kiedy już dotarłam na miejsce, delikatnie otworzyłam drzwi, Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie.Justin nie było w domu, pewnie był jeszcze w pracy. Włączyłam TV i tak siedziałam może 15 minut, po czym uznałam że to nudne. Było mi trochę chłodno, wiec zrobiłam sobie gorącej czekolady. Kiedy była już gotowa, weszłam do pokoju i wyjrzałam przez okno. Akurat zaczął padać śnieg. Usiadłam na parapecie, pijąc czekoladę i spoglądając przez okno, przy tym rozmyślając. Mogłam tak siedzieć cały dzień, to było dość przyjemne.po jakichś 2 godzinach siedzenia, usłyszałam że JB wraca, nie chciało mi się schodzić z parapetu więc tam zostałam. justin do mnie podszedł.
- Kochanie, przepraszam, miałaś rację, Emily może sie wprowadzić.- powiedział stojąc obok mnie.
- Naprawdę?!- krzyknęłam szczęśliwa, odstawiając jednocześnie czekoladę na parapet i rzucając się Justinowi na szyję.
- Uważaj, bo mnie jeszcze udusisz.- powiedział rozbawiony chłopak.
- No dobra, co robimy?- zapytałam po pewnym czasie.
- Wiesz kochanie, idą święta wiec mogę być raz miły i pojadę z tobą na zakupy, chcesz?- zapytał z bananem na twarzy.
- Oczywiście! Kocham cię!- powiedziałam i pobiegłam na górę po torebkę. Kiedy zeszłam ruszyliśmy do samochodu.
Do centrum dojechaliśmy w nie całe 10 min. Wszędzie było pełno ozdób świątecznych, a w tle leciały kolędy. Kochałam taki nastrój! kiedy chodziliśmy po sklepach kupiliśmy parę prezentów dla znajomych i rodziny. Namówiłam też Justa na ozdoby do domu i parę ubrań. Kiedy mój chłopak się już zmeczył, chodzeniem po sklepach, poszliśmy do kawiarni.
- Justin, bo chciałam ci coś powiedzieć.- zaczęłam, nie pewnie.
- Tak?-zapytał
- Chciałam zaprosić ciebie i twoją całą rodzinę do mnie na święta. Moja mama z tata przyjechali i chcą żebysmy wszyscy razem spędzili święta.- Uśmiechnęłam się, biorąc łyk kawy.
- To super!- powiedział uradowany.- Powiem wszystkim że nas zapraszacie.-uśmiechnął się do mnie.- Tylko ostrzegam! Moja mama pewnie przyniesie ze sobą ciężarówkę jedzenia.- zaśmialiśmy się.
kiedy już wróciliśmy do domu, postanowiłam go ozdobić kupionymi ozdobami. Justin oczywiście nie zostawił mnie z tym samej. Przy ozdabianiu choinki, mieliśmy niezły ubaw, JB cały czas zawieszał sobie bombki na uszach, a ja obwiązywałam się świecącymi łańcuchami. W rezultacie cały dom, był w ozdobach i sztucznym śniegu, ale pomijając ten fakt i tak wyszło nam nieźle. Po miło spędzonym dniu poszliśmy spać...
_________________________________
Proszę bardzo, dodałam rozdział. love040497 Błagam! Przestań tyle brać! Coś ci się z głową dzieje! xD
Komentujcie!
Kocham<3
- Widzę, że znowu jesteś sobą.- powiedział zniesmaczony.
- Tak! A czego ty byś kurwa chciał?!- zapytałam wstając z łóżka.
- Nic, myślałem, że już nie jesteś zła.- powiedział, wzruszając ramionami.
- To się pomyliłeś...
ruszyłam w stronę łazienki żeby się ogarnąć. Weszłam, zrobiłam wszystko co trzeba i się przebrałam[/url . Kiedy wyszłam z łazienki, nikogo nie było w pokoju. Postanowiłam jeszcze raz przejrzeć zdjęcia z wczorajszej nocy. w końcu odkryłam, co było moim jednorożcem.. Mianowicie, była to plastikowa koza, stojąca przed zoo. Było tam jeszcze parę ciekawych zdjęć. kiedy skończyłam, postanowiłam pójść do własnego domu. Kiedy schodziłam na dół, nigdzie nie widziałam Justina. Może i lepiej? No nic. Wyszłam z domu Justa i poszłam do własnego. Dosć dawno mnie tam nie było. kiedy weszłam do środka, doznałam lekkiego szoku. W domu byli moi rodzice. Co oni tutaj robią?! myślałam że już o mnie zapomnieli.
- Hej kochanie!- podbiegła do mnie moja rodzicielka i mnie wyściskała, po czym podszedł tata i mnie przytulił.
- Hej wam..- powiedziałam w lekkim szoku.- co wy tutaj robicie?- zapytałam, kiedy już się trochę otrząsnęłam.
- Widzisz kochanie, Niedługo są święta Bożego Narodzenia i chcieliśmy spędzić ten czas razem z tobą.- uśmiechnęła się do mnie mama.
- Aha.-odpowiedziałam.-Ale mamo..- przypomniałam sobie coś.- Ja chodzę z Justinem i miałam spędzić święta razem z jego rodziną.- skrzywiłam się.
- Oh.- westchnęła mama.
- Ależ nie ma problemu!- wtrącił się tata.- Przecież można wszystkich zaprosić do nas!- powiedział szczęśliwy, a mama przytaknęła.
- No dobra...- powiedziałam, nie chciało mi sie juz dłużej rozmawiać. Pobiegłam na górę i położyłam sie na łóżku, myslałam chwilę, po czym usnęłam...
Kiedy wstałam był juz ranek. Postanowiłam sie wyszykować i wrócić do Justina, może coś do niego dotarło? Nie myśląc dłużej, wzięłam prysznic, umalowałam się i [url=http://www.photoblog.pl/modnexozestawy/107342803]przebrałam. kiedy zeszłam na dół, powiedziałam rodzicom gdzie idę i że pewnie nie wrócę na noc.
Kiedy już dotarłam na miejsce, delikatnie otworzyłam drzwi, Weszłam do salonu i usiadłam na kanapie.Justin nie było w domu, pewnie był jeszcze w pracy. Włączyłam TV i tak siedziałam może 15 minut, po czym uznałam że to nudne. Było mi trochę chłodno, wiec zrobiłam sobie gorącej czekolady. Kiedy była już gotowa, weszłam do pokoju i wyjrzałam przez okno. Akurat zaczął padać śnieg. Usiadłam na parapecie, pijąc czekoladę i spoglądając przez okno, przy tym rozmyślając. Mogłam tak siedzieć cały dzień, to było dość przyjemne.po jakichś 2 godzinach siedzenia, usłyszałam że JB wraca, nie chciało mi się schodzić z parapetu więc tam zostałam. justin do mnie podszedł.
- Kochanie, przepraszam, miałaś rację, Emily może sie wprowadzić.- powiedział stojąc obok mnie.
- Naprawdę?!- krzyknęłam szczęśliwa, odstawiając jednocześnie czekoladę na parapet i rzucając się Justinowi na szyję.
- Uważaj, bo mnie jeszcze udusisz.- powiedział rozbawiony chłopak.
- No dobra, co robimy?- zapytałam po pewnym czasie.
- Wiesz kochanie, idą święta wiec mogę być raz miły i pojadę z tobą na zakupy, chcesz?- zapytał z bananem na twarzy.
- Oczywiście! Kocham cię!- powiedziałam i pobiegłam na górę po torebkę. Kiedy zeszłam ruszyliśmy do samochodu.
Do centrum dojechaliśmy w nie całe 10 min. Wszędzie było pełno ozdób świątecznych, a w tle leciały kolędy. Kochałam taki nastrój! kiedy chodziliśmy po sklepach kupiliśmy parę prezentów dla znajomych i rodziny. Namówiłam też Justa na ozdoby do domu i parę ubrań. Kiedy mój chłopak się już zmeczył, chodzeniem po sklepach, poszliśmy do kawiarni.
- Justin, bo chciałam ci coś powiedzieć.- zaczęłam, nie pewnie.
- Tak?-zapytał
- Chciałam zaprosić ciebie i twoją całą rodzinę do mnie na święta. Moja mama z tata przyjechali i chcą żebysmy wszyscy razem spędzili święta.- Uśmiechnęłam się, biorąc łyk kawy.
- To super!- powiedział uradowany.- Powiem wszystkim że nas zapraszacie.-uśmiechnął się do mnie.- Tylko ostrzegam! Moja mama pewnie przyniesie ze sobą ciężarówkę jedzenia.- zaśmialiśmy się.
kiedy już wróciliśmy do domu, postanowiłam go ozdobić kupionymi ozdobami. Justin oczywiście nie zostawił mnie z tym samej. Przy ozdabianiu choinki, mieliśmy niezły ubaw, JB cały czas zawieszał sobie bombki na uszach, a ja obwiązywałam się świecącymi łańcuchami. W rezultacie cały dom, był w ozdobach i sztucznym śniegu, ale pomijając ten fakt i tak wyszło nam nieźle. Po miło spędzonym dniu poszliśmy spać...
_________________________________
Proszę bardzo, dodałam rozdział. love040497 Błagam! Przestań tyle brać! Coś ci się z głową dzieje! xD
Komentujcie!
Kocham<3
Tagi:
Rozdział 17


